*Trzy sukcesy naszych kochanych Stwórców!

*

Trzy sukcesy naszych kochanych Stwórców!

  "Ludzkości równoległe. W Ewangelii Mateusza, w rozdziale XIII, kapitalne jest znaczenie użytej przez Jezusa przypowieści:

" Oto siewca wyszedł siać." (Mateusz XIII-3)

Stwórcy opuścili swą planetę, by tworzyć życie na innym świecie.

" Niektóre ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki... i wydziobały je." (Mateusz XIII-4)

"Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi... gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły..." (Mateusz XIII 5-6)

"Inne znowu padły między ciernie, a ciernie... zagłuszyły je...(Mateusz XIII-7)

"Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!" (Mateusz XIII 8-9)

   Aluzja do wielu prób stworzenia życia na innych planetach. Trzy próby skończyły się niepowodzeniem: pierwsza za sprawą "ptaków", które je wydziobały - w rzeczywistości przyczyną niepowodzenia była niewielka odległość tej planety od macierzystej planety Elohim. Przeciwnicy tworzenia ludzi podobnych do Elohim, widząc w tym potencjalne zagrożenie, przybyli zlikwidować stworzone życie. Druga próba miała miejsce na planecie usytuowanej zbyt blisko gorącego słońca. Jego szkodliwe promieniowanie zniszczyło kreację. Przeciwnie, trzecia próba miała miejsce "między cierniami", na planecie, gdzie świat roślin zdominował środowisko i opanował świat zwierząt, niszcząc równowagę - ów wyłącznie roślinny świat istnieje do dziś. W końcu czwarta próba, "na żyznej ziemi", zakończyła się sukcesem. I bardzo ważna rzecz; były trzy sukcesy, co oznacza, że na dwóch innych, stosunkowo niezbyt odległych planetach, żyją istoty podobne do ludzi i stworzone przez tych samych Stwórców".

  (Rael "Przekaz dany mi przez przybyszów z kosmosu")



  "Jeśli tak samo odczytamy zapis w piktogramie [na rysunku wykonanym 17.08.01 techniką cyfrową w zbożu w Chilbolton w Anglii], uzyskamy liczbę 17.037.180.800. [Siedemnaście miliardów] To rzeczywiście wystarczająca ilość istot, aby zasiedlić trzy ciała niebieskie".(A. Augustyn "Osobliwe znaki zapytania" "Nieznany Świat" 6/02)

*

Tytanic

   Tu już obecnie niezwykle trudno żyć. A dla niektórych - w ogóle nie ma tu już miejsca. Człowiek zszedł na plan dalszy, albo w ogóle przestał się liczyć. Kto jest za miękki i za uprzejmy w WOJNIE o ZYSK - ginie. Utrata pracy, utrata rodziny, utrata mieszkania, noclegownia dla bezdomnych, noclegi pod wiaduktem, alkoholizm, śmierć na skutek chorób, zamarznięcia lub przestępstwa. W najlepszym przypadku - wszechstronna degradacja.   

   - Byłeś za mało drapieżny, nie wykazałeś się progresywnym zyskiem - sam jesteś sobie winien. I ani pół słówka o tym, że jeżeli w społeczeństwie jednego kraju lub całego świata, dziesięć do dwudziestu procent osobników każdym sposobem wszystko zagarnia dla siebie, to tyle samo procent z pozostałej grupy ludzi - musi wszystko stracić. Bilans musi wyjść na zero. Dla wewnętrznego uspokojenia - WOJNĘ o ZYSK - zastępuje się łagodniejszym określeniem: WALKA o BYT. Z pewnością to drugie określenie - jest  określeniem okresu przejściowego do WOJNY o ZYSK. W praktyce oznacza to, że ze strachu o ZYSK, albo też - co dużo lepiej brzmi -  w trosce o własny ZYSK, jeden kraj dla ratowania swoich interesów zadłuża i pogrąża kilka innych, gospodarczo słabszych.  

   Tonąca firma przerzuca swoje straty na inne firmy kooperujące lub klientów. Kapitalista niszczy innego, konkurencyjnego kapitalistę, choć obaj działają na rzecz tego samego społeczeństwa. Pracownik niszczy innego pracownika w rywalizacji o stołek z wyższymi zarobkami. Podła żona niszczy własnego męża przekonana, że teraz należy jej się inny, lepiej zarabiający. Dzieci niszczą rodziców, bo ci mało zarabiają. Rodzice pozbywają się dzieci (w tym także noworodki na śmietnik), aby zaoszczędzić na utrzymaniu darmozjadów, itd. Są bezrobotni, bezdomni i głodni. W postępie geometrycznym rozplenia się to, co już obecnie występuje w  nadmiarze: złodziejstwo, oszustwa i każda inna forma przestępczości dla ZYSKU. Wszyscy wszystkich "przekręcają".

   Drapieżna dżungla. Wstęp do samozagłady.

   W ten oto sposób, nasz cywilizacyjny "Titanic" napędzany ZYSKIEM, dryfuje wprost na olbrzymią górę lodową. Ale na pokładzie ciągle jeszcze jest wesoło. Do tańca przygrywa orkiestra. Fartowni goście wygrywają drogocenne fanty i zajmują coraz wyższą lokatę na listach zamożności. Ich szampański nastrój udziela się również i tym, przez których są naśladowani i podziwiani za "fantowy awans".

   Nie ma wątpliwości. Jest OK. Nawet radiowęzeł nadaje optymistyczne prognozy i wieści z pokładu. Niektórym jednak zrobiło się nieswojo i duszno. Stanęli na dziobie, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Są niespokojni. Dostrzegli w oddali ciemny zarys, jakby bryły lodu. Nie są pewni tego co widzą. Nie wiedzą, czy powinni przerwać innym beztroską zabawę. Mają wątpliwości, czy w zgiełku pysznej "fantowej zabawy", ktokolwiek usłyszy ich ostrzegające wołanie. A jeśli nawet ktoś usłyszy - czy nie zostaną wyśmiani i posądzeni o niezdrowe halucynacje przez tych, którym ciągle jeszcze jest wesoło? Więc co robić, jeśli jednak wzrok ich nie myli?

   Pogoń za zyskiem, to rodzaj niejawnej wojny pomiędzy ludźmi i narodami, która co pewien czas przeobraża się w jawny i okrutny konflikt zbrojny. Kiedy wygasa koniunktura handlowa, wówczas można jeszcze, a nawet trzeba, zarobić na lokalnej wojnie w którymś z zakątków świata. Najpierw dostarczając sprzęt do niszczenia, a następnie sprzęt do odbudowy zniszczeń. Proste? Proste!

   Zysk ma swoją kontynuację i święte prawo do życia!

   Powyższe, niestety, nie dotyczy poległych za zysk przeciętnych śmiertelników.

  (NOLs "Jak żyjesz Polaku?" fragment niepublikowanej pracy konkursowej)

*

Ubodzy

  "Ubodzy, jeśli będą potrafili wykorzystać swój umysł, będą szczęśliwi".   

   (Rael)

*

Ucho igielne

  "Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego".  (Mateusz 19, 1- 30)

*

UFO

  "Z obserwacji wynika, że UFO potrafi znikać, a także pojawiać się jakby znikąd, co przeczy nie tylko podstawowym prawom fizyki, ale nade wszystko zdrowemu rozsądkowi. Jak na złość jednak, takich właśnie nielogicznych i niemożliwych do uzyskania efektów zanotowano setki, jeśli nie tysiące. Mało tego, pojazdy UFO potrafią bezgłośnie, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu, wnikać w głąb ziemi, czy akwenu wodnego. Grunt w tym miejscu pozostaje nienaruszony, a tafla jeziora jest niczym nie zmącona. Brzmi to wszystko jak bajka, ale ta bajka ma dość solidne podstawy. Zbyt wielu świadków obserwowało takie wydarzenia, by wszystkie je można było skwitować wzruszeniem ramion. (...)

   Pewien naukowiec powiedział kiedyś, że, chcąc być dobrym ufologiem, należy mieć dużą wiedzę z zakresu fizyki, chemii, matematyki i paru jeszcze innych dyscyplin naukowych po to, by, przystępując do badania konkretnego przypadku, całą tę wiedzę natychmiast zapomnieć".

  (Adam Lipczyński "100 miliardów ton profesora Kraussa""Nieznany Świat" 9/01)

*

UFO-spotkanie 12.06.2002 r., pomiędzy 4:10 a 4:45

   Tego ranka - w środę - przypadkiem obudziłem się o 4:10. Wcześnie. Na dworze było już zupełnie widno i pogodnie. Przymknąwszy oczy, rozpocząłem moją amatorską, pokojową medytację. Medytuję od około roku, rano, zaraz po obudzeniu się, i wieczorem, przed snem, a także w każdym innym wolnym momencie dnia i tygodnia. Medytację zaczynam od wypowiadanego w myślach zdania: za pośrednictwem Punktu Zerowego Wszechświata (Źródła Nieskończonej Różnorodności), przesyłam istotom wszystkich Cywilizacji Ludzkich pozdrowienia i życzenia Pokoju, Miłości, Powszechnego Dobra i Prawdy. Zwykle potem następują inne, "kosmiczne", a następnie, bardziej "przyziemne" życzenia, zależnie od tego, co przyjdzie mi na myśl. Ale tego ranka innych życzeń już nie było...

   Kiedy ponownie spojrzałem w okno - za szybą w pełni zagościł już mrok, rozjaśniany ulicznymi światłami. Pogrążony we własnych myślach, wpatrywałem się w chabrowo-granatowe niebo ponad dachami miejskich kamienic. Przebywaliśmy w pokoju od strony północnej. Przy stole siedziało nas czworo, dwoje dzieci i dwoje dorosłych, gdy niespodziewanie mój kontemplacyjny nastrój przerwał widok ogromnego, oświetlonego zewnętrznymi, białymi światłami, niezidentyfikowanego obiektu latającego, leniwie przemieszczającego się po nieboskłonie, by zatrzymać się w polu mojego widzenia, na kierunku północno-zachodnim. Z pewnością, nie będzie to zbyt oryginalne porównanie, ale z powodu tych białych świateł, okalających jego kontury i widocznych ze znacznej odległości, przypominał on duży, okrągły żyrandol, z kilkoma mniejszymi wewnętrznymi okręgami, świecącymi licznymi, punktowymi, białymi światłami, rozmieszczonymi w równych odstępach na obwodzie każdego z nich, lub też jakiś rodzaj "diabelskiego młyna" w lunaparku, zmieniającego kąt nachylenia płaszczyzny obrotu. Zaryzykowałbym twierdzenie, że tę podniebną figurę utworzyło sześć NOLi rozmieszczonych koliście w bliskim, wzajemnym sąsiedztwie. Ale nic więcej konkretnego powiedzieć nie mogę, bo praktycznie widoczne były jedynie jasne światła na niebie, ułożone w sąsiadujące ze sobą okręgi, i wykonujące jako całość łagodne ewolucje. Zanim pomyślałem, aby zainteresować obiektem pozostałe osoby obecne w pokoju, dwie z nich, tzn. dzieci,  już wcześniej zdążyły opuścić pomieszczenie, a trzecia (mamusia) właśnie to czyniła. Nim skrzyknąłem ich z powrotem - NOL już gdzieś oddalił się. (Albo wyłączono mu światła). Wkrótce okazało się, że nie na długo. W którymś momencie budynek (czteropiętrowa miejska kamienica), w którym przebywaliśmy, zaczął zauważalnie wibrować pod wpływem dziwnego, jednostajnego i potężnego warkotu, który rozlegał się wyraźnie od dachu. Na okiennych szybach i na ścianach pokoju wolno przesuwały się kolorowe refleksy świetlne. Po narastającym, potężnym hałasie, oszacowałem, że COŚ, w bardzo wolnym tempie, przemieszcza się dokładnie nad naszym budynkiem z kierunku południowo-zachodniego. Spojrzawszy przez okno w górę, ujrzałem wolno przesuwający się ciemny wycinek kolistego konturu jego podstawy, z którego można było wyciągnąć wniosek co do olbrzymich rozmiarów całości, o powierzchni wielokrotnie przewyższającej powierzchnię podstawy budynku!

   Oszołomiony efektami audio i wideo, zająłem pozycję "przypodłogową", leżąc z twarzą w dół, niemniej spoglądając co chwilę na zapierające dech zachodzące zjawiska, które zdawkowo i emocjonalnie próbowałem relacjonować wystraszonym dzieciakom, będącym również w podobnej, "przypodłogowej" pozycji co ja. Wreszcie, wszystko ucichło. Po dłuższej chwili podniosłem się i spojrzałem w okno. W niezbyt dużym oddaleniu, nad widocznym z okna fragmentem miasta, tym razem bardziej w prawo, na kierunku północno-wschodnim, ujrzałem na ciemnym niebie ogromny, podłużny obiekt (patrz uwaga nr 1, dalej w tekście) o zaokrąglonych końcach, w całej swojej okazałości, błyszczący srebrzyście, i pięknie oświetlony wielobarwnym światłem, z przewagą barwy pomarańczowo-brązowej, wzdłuż jego pasa środkowego. Domownicy, pomimo, iż wpatrywałi się tam gdzie ja, nie ujawniali żadnych emocji. Fascynowałem się nim tylko ja. Oni sprawiali wrażenie biernych obserwatorów. A może nic nie widzieli? Na jego bocznych ścianach, nieco odchylonych od pionu, na kilku poziomach (chyba czterech), widniało mnóstwo prostokątnych okienek, rozmieszczonych w małych odstępach, oświetlonych wewnętrznym, żółtym światłem. Efekt był porażający! Wpatrywałem się oniemiały z zachwytu. Obiekt tkwił w miejscu nieruchomo. Działo się więc coś niezwykłego. Tym razem znacznie mniejsza odległość obserwacji pozwalała zobaczyć wiele szczegółów.   

   Niestety, nie odnalazłem w swej pamięci sposobu w jaki wydostałem się na zewnątrz budynku, najpierw na ulicę, gdzie na chodniku minąłem małe grupki przechodniów na tle jasno oświetlonych witryn, a następnie znalazłem się na skraju miasta, na polnej drodze, odnotowując w swej pamięci tylko kilka pierwszych kroków w pospiesznym marszu w stronę niecodziennego zjawiska.

   Pomimo iż miałem wrażenie, że w marszu towarzyszą mi moi domownicy, i coś do nich mówię, to jednak ich nie widziałem, zapatrzony w obiekt przede mną. Stamtąd, nad naszymi głowami, na wysokości może 300 metrów, przeleciało coś, co przypominało spory, oświetlony balon, w kolorze brudnego, matowego różu, albo wielką cebulę, odwróconą wykiełkowanym, długim szczypiorkiem do dołu, wywołując we mnie kolejną falę radosnej emocji. Ze względu na ten "kiełkujący szczypiorek", powiewający na wietrze, to drugie porównanie bardziej pasuje do wyglądu zaobserwowanego obiektu.

   Zapatrzony w widoczny w oddali obiekt główny szedłem dalej. Wkrótce uświadomiłem sobie, że żadna z osób postronnych już mi nie towarzyszy. Tymczasem, z naprzeciwka, kilka kroków przede mną, stanęła (lub wyrosła nagle z ciemności) spora grupa ludzi. Zaraz też, w mojej świadomości pojawiło się uczucie niezwykle miłego powitania z ICH strony (bez słów) oraz informacja od NICH, że są Przybyszami z widocznego w oddali Obiektu. Piszę "bez słów", ponieważ w mojej pierwszej wersji opisu zdarzenia, próbowałem odwzorować pisemnie dialog słowny pomiędzy mną a NIMI, ale później rozmyślając o tym, nie zdołałem sobie przypomnieć, abym słyszał jakikolwiek głos lub dźwięk z ust tych postaci, pomimo, iż wiem z całą pewnością, że wzajemnie porozumiewaliśmy się, przy czym ja moje wypowiedzi tradycyjnie artykułowałem głosem. Możliwe, że czyniłem to zbędnie, zakładając, że Przybysze posiadali umiejętność czytania moich myśli.

   ONI sprawiali wrażenie normalnych ludzi, o wzroście kilka (kilkanaście) centymetrów poniżej mojego (185cm), choć od pierwszej chwili zwróciła moją uwagę wyjątkowa uroda ich ludzkich twarzy.

   To wrażenie "wyjątkowej urody" od pierwszego momentu odebrałem i zapamiętałem jako dominujące. Nie wykluczam więc możliwości, że była to istotna informacja, którą celowo utrwalili w mojej pamięci telepatycznie.

   Kilka z tych twarzy, bardziej wydłużonych, było podobnych do siebie, żeby nie powiedzieć identycznych, jak u seryjnych lalek, wraz z ich zabarwieniem (a może masek), co stwierdziłem kierując w którymś momencie mój wzrok  jednocześnie na cztery szczupłe postacie (niezidentyfikowanej przeze mnie płci), około dziesięciu centymetrów niższe od pozostałych, będące blisko siebie, z mojej lewej strony. Te cztery postacie zwróciły moją uwagę na siebie również dlatego, że dość nagle stanęły akurat na jednej linii ze mną, może po to, aby zademonstrować mi, że są i czuwają? Wykonały w tym celu kilka nienaturalnie zsynchronizowanych ruchów, z których zapamiętałem: duży, energiczny krok do przodu, (w tym właśnie momencie skierowałem na nie mój wzrok) z chwilowym obniżeniem pozycji wszystkich (jasno owłosionych z włosami do ramion) głów w pionie w trakcie jego wykonywania, energiczny obrót wszystkich twarzy w lewo, energiczny obrót wszystkich twarzy na wprost, stanięcie w lekkim rozkroku i energiczne oparcie dłoni jedna na drugiej obu nieco wyciągniętych rąk, na jakimś pręcie opartym na podłożu pomiędzy rozstawionymi stopami. Ich lekko wyciągnięte ramiona pokrywały krótkie, czarne pelerynki. Pozostałe odzienie, wraz z dopasowanymi do ciała spodniami i obuwiem, było czarne. Postacie trzymały w dłoniach coś jasnego, co można byłoby nazwać "kijem od szczotki" w kolorze jasnego drewna, o długości może 1,2 metra, zważywszy na proporcje do ich wzrostu. Do cełów niniejszego opisu, nazwałem sobie ten kwartet "Automatyczną, Czteroosobową, Zsynchronizowaną Gwardią Przyboczną".

   Pomimo nocy, teren naszego spotkania był względnie jasno oświetlony z nieokreślonych źródeł światła z góry. Miałem wrażenie, że ponad naszymi głowami cały czas przemieszczają się różne, oświetlające nas, latające obiekty, na które jednak, zajęty rozmową, nie zwracałem wzroku i uwagi.

   Z równym zainteresowaniem kierowałem oczy ku stojącym przede mną ludziom, jak i w kierunku kolorowo oświetlonego, ogromnego obiektu, wiszącego ponad ziemią, kilkaset metrów przed nami, przypominającego kształtem wydłużoną wannę, odwróconą do góry dnem, z płaską, lekko odchyloną od pionu, boczną ścianką i jednakowo zaokrąglonymi końcami. Tu muszę wstawić uwagę nr 1, że ilekroć myślę o kształcie tego ogromnego obiektu, nie mam stuprocentowej pewności, czy był on podłużny, czy też okrągły, ale był tak oświetlony i usytułowany względem mnie, jako obserwatora, że wątpliwości co do jego kształtu pozostaną u mnie już chyba na zawsze, choć z upływem czasu skłaniam się ku wnioskowi, iż był okrągły. Gdyby założyć, że Objekt był niematerialny, to najprawdopodobniej mógł ON przybierać kształt zarówno okrągły, jak i podłużny.  

   Naszemu spotkaniu towarzyszyło obustronne uczucie radości, życzliwości, i potrzeba stworzenia miłej atmosfery. Wszystkie odczuwalne przeze mnie uczucia emitowane z ich strony, w tym samym momencie bezwiednie (automatycznie) odwzajemniałem. Po jakimś czasie, może kilku minut, poświęconych na ciepłe, choć nieme (bezgłośne), powitanie, telepatyczną wymianę myśli i uczuć powitalnych, których było duże natężenie w sensie liczebności, przeciwnie do kierunku, z którego przyszedłem, wspólnie ruszyliśmy spacerowym krokiem przed siebie w kierunku miasta.

   Dopiero teraz zauważyłem, że cztery z  przybyłych z Kosmosu (innego wymiaru? A może ja TAM zostałem wzięty) kobiet, które wysunęły się z głębi grupy na pierwszy plan, i mijały mnie stojącego jeszcze przez chwilę z boku grupy, trzymały w górze za rączki, siedzące okrakiem na ich ramionach, niemowlęta, wszystkie tej samej wielkości i ubrane jednakowo, na biało, w jakieś "wdzianka", dopasowane, jakby były z dzianiny, stanowiące od stóp do szyi jedną całość, i żadne z nich nie miało na nóżkach bucików. (Dzieci nie miały bosych stóp i gołych ramion, za wyjątkiem dłoni, główki - bez okrycia).

  -Czy rozmawiacie po polsku? -zadałem na głos pytanie. Na ICH uśmiechniętych twarzach pojawiło się zakłopotanie, a gesty czynione dłonią układaną na głowie przez jedną z kobiet, stojącą najbliżej mnie, zinterpretowałem jako próbę usprawiedliwienia się, ale jednoznacznej odpowiedzi nie otrzymałem. Natomiast, w mojej świadomości pojawiła się jakby żartobliwa informacja, że potrafią rozmawiać po angielsku.

   Dopiero po kilku dniach od zdarzenia uświadomiłem sobie, że ICH zakłopotanie mogło wynikać stąd, że na moje pytanie nie mogli lub nie chcieli dać czytelnej i jasnej odpowiedzi, ponieważ porozumiewaliśmy się nie słowami w konkretnym języku, a wymianą myśli, i zapewne zakładali, że po zakończeniu spotkania, ja sam ten fakt wkrótce odkryję.

   Po drodze, ku mojemu najwyższemu zdumieniu i zachwyceniu, zauważyłem na niebie kolejny, zbliżający się wolno i majestatycznie naprzeciw nas, z tego samego kierunku co poprzedni, równie okazały, następny ogromny obiekt kosmiczny oświetlony na żółto od wewnątrz, jakby miał półprzeźroczyste ścianki.

   Zatrzymał się na chwilę przed naszą grupą, na niedużej, ale trudnej do ustalenia wysokości. Dostrzegłem, w każdym bądź razie, z dołu, szerokie, obustronnie rozsunięte drzwi, w obrębie których, na nieoświetlonym tle, powiedzmy przedsionka, były widoczne dwie stojące, po obu stronach, miniaturowe, srebrzyste postacie, trzymające się uchwytów na krawędzi otworu, z przyjaźnie uniesioną i machającą dłonią drugiej ręki, na zgiętym ramieniu, oraz liczne, miniaturowe główki jego pasażerów, niemal w każdym z okienek, oświetlonych intensywnym, wewnętrznym żółtym światłem. Podobnie jak i ja, towarzyszący mi Kosmici z radością na twarzach i uniesionym wzrokiem patrzyli w górę, w kierunku obiektu.

   Coś niebywałego! Atmosfera zrobiła się wysoce ekscytująca!

 -Czy to wszystko dzieje się naprawdę? Czy to nie jest jakiś sen? -kilkakrotnie zadawałem to pytanie otaczającym mnie Przybyszom (lub tubylcom), mając wrażenie, że znajdujemy się na jakimś ruchliwym kosmodromie w porze nocnej i w godzinach szczytu. W odpowiedzi, jedynie spoglądali i uśmiechali się w moim kierunku, ani nie zaprzeczając, ani nie przytakując. Będąc cały czas pod ogromnym wrażeniem, skoncentrowany głównie na rozmowie, szedłem bezwiednie z NIMI, tzn. pamiętam tylko kilka pierwszych kroków, gdyż już po chwili, nagle, znaleźliśmy się na dużym, dobrze oświetlonym tarasie, (podwyższonym względem otaczającego terenu około 2 metrów), prawdopodobnie w jakimś hotelu, przypominającym nowy hotel "Ibis" zlokalizowany tuż, obok nowoczesnego kina, w centrum mojego miasta, przy głównej trasie W-Z. Nasze przejście przez ten taras, na którym, ni stąd, ni zowąd, przez chwilę byli obecni obok mnie również moi domownicy, kojarzy mi się z jakimś błękitnym wystrojem, jednakże nie potrafię sobie przypomnieć, czym to było. Może jakieś szklane zadaszenie (lub ściana)? Zauważyłem, natomiast, że w sąsiedztwie hotelu, nasza, dość liczna grupa spacerowiczów, w sumie kilkanaście, może kilkadziesiąt osób, nie potrafię dokładniej określić ile, zmalała do kilku osób. Pozostali, bez zwracania na tę okoliczność mojej uwagi, gdzieś rozproszyli się. Śladowo pozostała w mojej pamięci prostopadła ulica, oświetlona ulicznymi lampami i oknami wystaw, którą, idąc spacerowym krokiem po chodniku, zwolna oddalali się, być może na zwiedzanie? 

   Nad tarasem, "roiło" się od słabo widocznych i ciemnych obiektów, bezszelestnie przelatujących w różne strony po ciemnym niebie, których kształtów nie przypomniałem sobie, za wyjątkiem jednego w kształcie czarnego samolotu).

   Po raz kolejny "płynnie" przemieściliśmy się pod białe drzwi do pokoju hotelowego, w jasno oświetlonym korytarzu z drewnianym (ramowym) wystrojem na ciemno zielonym tle, do połowy wysokości ściany, zaś powyżej, na biało, razem z sufitem. Stąd, po chwili, minąwszy płynnym ruchem białe drzwi, znaleźliśmy się w niezbyt dużym pokoju, oświetlonym przyciemnionym, sufitowym światłem, z jasno żółtymi ścianami, z sześcioma łóżkami, pokrytymi kocami w dużą, słabo widoczną, brązową kratę na ciemno zielonym tle. Cztery łóżka stały po środku pokoju, wzdłużnie, patrząc od jasnych drzwi wejściowych, zestawione po parze, przylegając do siebie dłuższymi bokami, i obie pary łóżek przylegały do siebie niskimi, rurowymi, posrebrzanymi oparciami, nie wystającymi ponad powierzchnię łóżka, natomiast pozostałe dwa łóżka stały równolegle, w odstępie około 1 metra od tych środkowych, pod oknami (za którymi była noc), zestawione ze sobą niskimi oparciami, a przy nich, po przeciwległych końcach, od strony zagłówków - jasne, beżowe szafki nocne, na których stały nocne lampy, o białych, spłaszczonych nieco kloszach i na białych podstawach, przy czym tylko lampa przy lewym łóżku była zapalona. Na łóżkach ustawionych po środku, cztery młode mamy układały po kolei swoje pociechy, a trzech mężczyzn, z głębi pokoju, przyglądało się wykonywanym czynnościom. Dwóch z nich stało przy ścianie po lewej stronie, trzeci zaś, trzymając prawą nogę założoną na lewą, i opierając łokieć prawej ręki na lewej pięści oraz podpierając prawą pięścią brodę, siedział nieco bardziej w prawo, przed następnymi, jasnymi, drewnopodobnymi drzwiami, o zabarwieniu brązowo-beżowym, oszklonymi wzorzystym szkłem, podzielonym listwami na nieregularne trójkąty (o zmiennej wysokości) prowadzącymi do sąsiedniego pomieszczenia. Za tymi drugimi drzwiami, lekko uchylonymi, było ciemno. Wszyscy panowie jak i panie, ubrani byli na czarno, w jednakowe, dopasowane do ciała ubrania, przypominające ziemskie kombinezony nurków, jednakże z odkrytymi blond głowami (bez kapturów), co już wcześniej również zauważyłem w chwili pierwszego kontaktu wzrokowego, a także mieli na ramionach czarne, krótkie peleryny (do pasa). Być może, z powodu półmroku, nie wyodrębniłem wzrokiem (u postaci stojących przy ścianie) w ich ubiorach obuwia, które mogło stanowić całość z resztą ubioru. Natomiast postać siedząca - miała obuwie jasnobrązowe, w stylu góralskich kierpców.

    Do pokoju pierwsze weszły kobiety, następnie ja, przed mężczyznami, którzy minęli mnie potem i stanęli w głębi, podczas gdy ja zarzymałem się tuż przy drzwiach wejściowych.

  -It's not too much place for you in this room. -Skonstruowałem kolejne zdanie po angielsku w kierunku Kosmitki będącej najbliżej mnie, o średniej długości prostych, blond włosach, w pochyleniu, układającej właśnie (jako ostatnia) swoje dziecko na hotelowym łóżku. W odpowiedzi, skierowała na mnie ciepłe spojrzenie, na chwilę lekko odchylając uśmiechniętą buzię w prawo.

  Nie czułem się już Przybyszom potrzebny, więc po kilkudziesięciu sekundach wygłosiłem pożegnalne: -sleep well - i, jak zwykle, nie zauważając procesu wychodzenia, znalazłem się poza hotelem, a na jaśniejącym przed świtaniem niebie nie było już, niestety, niczego.   

   Kiedy spojrzałem na elektroniczny zegar, widoczny przed moimi oczami, zielonymi cyferkami wyświetlał on w moim kierunku godzinę 4:45.

  -Dziś jest chyba środa? -próbowałem ustalić, ku pamięci, dzień tygodnia. Jeszcze 15 minut i zadzwoni.

 -Nie do wiary -pomyślałem -ONI wybierają osoby, o których wiedzą, że im sprzyjają, i w taki właśnie cudowny sposób, pozwalają im przeżyć te przepiękne, kolorowe, bardzo realistyczne wizje Międzycywilizacyjnego Kontaktu (a może międzywymiarowego...? pomiędzy sąsiadującymi ze sobą czasoprzestrzeniami...?).   

   Że też to właśnie mnie przydarzyło się tak fascynujące spotkanie z Kosmitami - pomyślałem. A może jest to nagroda za mój od dzieciństwa altruistyczny stosunek do Świata? Albo forma podziękowania z ICH strony za codzienne pozdrowienia i życzenia Pokoju i Miłości przekazywane ode mnie na początku każdej mojej pokojowej medytacji wszystkim Cywilizacjom via Punkt Zerowy Wszechświata?
   A może też spełnili ONI moją prośbę, powtarzaną w codziennych medytacjach, o zabranie mnie w inny Wymiar - o ile rzeczywiście istnieje - w Zaświaty, albo na inną Planetę, ale w taki sposób, abym się przy tym nie wystraszył?

   Kiedy to zdumiewająco nieprawdopodobne i piękne UFO-spotkanie tak niespodziewanie zakończyło się, byłem rozgoryczony i nie mogłem pogodzić się z myślą, że jest to już, niestety, jego koniec. Natychmiast postanowiłem uwiecznić je w notebooku. Opisywałem 2 godziny, od 5:00 do 7:00, opóźniwszy start do pracy. Później, przez wiele następnych dni i tygodni, rozmyślając o szczegółach spotkania i czytając wielokrotnie ten tekst, wykonywałem liczne korekty użytych przeze mnie sformułowań, żeby wyeliminować przekłamania, ubarwione podekscytowaną pierwszego dnia fantazją, doprecyzować moją relację i nie przeoczyć jakichś istotnych szczegółów. Sporo też uwagi poświęciłem przemyśleniu chronologii poszczególnych zdarzeń (scen) z powodu ich natłoku.

   W końcu doszedłem do wniosku, że dużo prościej jest przecież, zamiast robić wyprawę tu, na Ziemię, przenieść znanym IM sposobem świadomość "wyróżnionego" w określone miejsce we Wszechświecie i tam dokonać UFO-projekcji, która sprawi mu radość. Albo też, przy odpowiedniej technice, pewno można również to osiągnąć kierując z odległości sygnał UFO-projektora konkretnie do ośrodków pamięci w jego mózgu. 

   Niezależnie od tego, jakim sposobem by to uczyniono, w każdym z tych trzech przypadków superefekt u adresata jest gwarantowany! Z tej to przyczyny, pomimo, iż wprawdzie użyłem wobec NICH słowa "Przybysze", to jednak wcale nie jestem pewien, czy przypadkiem przybyszem (u NICH) nie byłem ja!?

   PS. 1. Podejrzewam, że jedno z niemowląt, Kosmici pozostawili na Ziemi, (a może nawet w tym celu tu przybyli), ponieważ jeszcze tego samego dnia, około godziny 10:10, (o czym dowiedziałem się dopiero około południa od córki) w tak młodym wieku (51,5), kiedy sam jeszcze, na dobrą sprawę, nie przestałem być dzieckiem, nawet nie pytając mnie o zgodę, zaocznie, mianowano mnie... "dziadkiem".
   Wolne żarty!

   Niemniej, witamy cię, Filipku, na Ziemi! Życzymy Pokoju, Miłości, Powszechnego Dobra i Prawdy w nadchodzącej Erze Złotego Wieku!

   2. Moich snów nigdy nie notowałem, ponieważ nigdy dotąd nie obudziłem się z taką potrzebą. Oprócz tego, są one z reguły "rozmyte", bez składu i ładu, i po obudzeniu się, niewiele jestem w stanie sobie z nich przypomnieć, za wyjątkiem jednego, krótkiego snu, w którym opuściwszy ciało, latałem w piękny, słoneczny dzień ponad topolami, i drugiego, równie krótkiego, gdy na skutek, jak sądzę, chwilowego zatrzymania w upalną noc podczas snu akcji serca, ponad kwiecistą łąką oddalałem się w Zaświaty, by po chwili, ostatkiem szansy, uchwycić  palcami za czubki palców wyciągniętej ręki mojej przyszłej żony, idącej (zapewne w tym celu) drewnianym pomostem nad łąką w moim kierunku, i obudzić się z przeraźliwym świstem w uszach. (Ten zapomniany przeze mnie fakt, pomogła mi przypomnieć sobie jesienią w 1993 roku pani Jola Sz., zaglądnąwszy, na moją prośbę, wstecz do amerykańskiej księgi astrologicznej, z której wynikało, że w 1984 roku otarłem się o śmierć). Nie mam też zbyt wybujałej wyobraźni i fantazji, mogącej stwarzać rzeczy nie stworzone. Mam natomiast niezłą, fotograficzną pamięć wzrokową, i sporą umiejętność opisywania tego co widzę (lub widziałem).

   3. Kiedy przebieg UFO-spotkania zrelacjonowałem mojemu najmłodszemu synowi (ur. 03. 06. 1986 roku, około godziny 12:30, jako numerologiczna 33/6), ten w odpowiedzi namacał 2 milimetrową kulkę w dolnej (miękkiej) części jego lewej małżowiny usznej, twierdząc z podejrzanie szelmowskim uśmiechem na ustach, że jest to UFO-implant, i drugą, większą, pod lewą pachą, twierdząc, że tę ma od półtora roku, czym w sumie mnie zszokował. Później przypomniałem sobie, że podobny "UFO-implant" ja też nosiłem we własnym prawym uchu przez wiele lat, wiele lat temu. Co się z nim stało - nie wiem, ale o UFO-implantach nic mi wówczas nie było wiadomo, a szkoda, bo śledziłbym jego losy.

   4. Dziwnym zbiegiem okoliczności, w dniu Wszystkich Świętych 2002, powrócił w moich myślach temat UFO-spotkania, a wraz z nim czworo niemowląt niesionych na ramionach Kosmitek. Po raz pierwszy uświadomiłem sobie wówczas, że gdyby je doliczyć do mojego potomstwa, które przetrwało, liczbowo dorównałbym panu prezydentowi Lechowi W. (Propozycji kandydowania w wyborach na prezydenta, raczej bym nie przyjął). 

   5. Zjawisko UFO było mi bliskie od dzieciństwa. Wówczas, stojąc na korytarzu w trakcie podróży pociągiem, zauważyłem o zmroku nad lasem czerwonawy obiekt owalny. Powiadomiwszy o tym rodziców siedzących w przedziale, powróciłem do okna, ale obiektu już nie było. Następnie przez wiele lat, odnotowywałem w pamięci światowe doniesienia o spotkaniach z UFO, traktując je mniej lub bardziej wiarogodnie, ale mnie, niestety, nie dotyczące. Ufologia na dobre pochłonęła mnie od 1996 roku po lekturze książki "Ziemia w oczach Zaświatów; myśli z innego wymiaru" pani Elżbiety Nowalskiej, a następnie książki "Przekaz dany mi przez przybyszów z Kosmosu; ONI zabrali mnie na swoją planetę" Raela, która to, swoją ludzką normalnością opisu fascynujących zdarzeń, początkowo zainspirowała mnie głównie do intensywnych poszukiwań faktów mogących podważyć relacje Raela i jego prawdomówność, do czego podchodziłem równie chłonąco jak i nieufnie.   

   Później poszukiwałem już tylko prawdy o współistnieniu nas i ICH, dążących do realizacji wspólnego celu: pokojowego Oficjalnego Wielkiego Lądowania na Ziemi i Międzyplanetarnego spotkania dwóch Cywilizacji, naszej - na obecnym, skromnym etapie rozwoju, i ICH - Cywilizacji naszych Stwórców, wyprzedzającej nas technologicznie (w/g Raela) o 25 tysięcy lat.

   Dotychczasowymi efektami i potrzebą dalszych poszukiwań staram się zainteresować szersze grono Ziemian zgromadzonych w - zainspirowanym w mojej świadomości przez Plejadan -Międzyplanetarnym Internetowym Ruchu Pokojowym MiR-NOLs na stronie internetowej http://www.mir-nols.prv.pl/

   6. 3 października 2003 roku, będąc w trakcie lektury książki "UFO i Istoty Pozaziemskie" Michaela Lindemanna, rozmyślałem kolejny już raz o szczegółach powyższego mojego UFO-spotkania. Biorąc pod uwagę zapamiętany, ówczesny wiek moich dzieci obecnych w trakcie tego zdarzenia, stwierdziłem, że jego akcja była jakby przeniesiona o jakieś dwadzieścia lat wstecz.  Wyczytałem w wyżej wymienionej książce, jak również w innych wcześniejszych lekturach, że czas na planecie Ziemia jest sprawą umowną, a w rzeczywistości przeszłość, teraźniejszość i przyszłość we Wszechświecie współistnieją równolegle.

  Mogłoby z tego wynikać, że opuściwszy na ICH życzenie "naczynie", czyli moją cielesną powłokę (obudowę), w której być może na kolejnych etapach jej doczesnego życia wymieniają się i przebywają inne Świadomości (dusze, energie), zostałem przez NICH na chwilę przeniesiony do innego świata równoległego, gdzie moje potomstwo (tutaj już dorosłe), TAM było właśnie w takim jeszcze dziecinnym wieku. (NOLs)  

*

UFO-śnienie?

   1. 29 listopada 2002, piątek. Stoję obok narożnika długiego, lecz wąskiego, parterowego, białego budynku z wieloma oknami. Budynek sąsiaduje od frontu z młodym laskiem (o bardzo nierównych wysokościach drzew), skąpanym w słońcu, znajdujacym się po mojej lewej stronie. Lasek i budynek oddziela pas trawnika o szerokości budynku oraz wąski chodnik. Z drugiej strony budynku, po mojej prawej stronie, widzę trawiasty spory plac, a za nim las. Jest piękna, słoneczna pogoda, bezchmurne niebo. Nie widzę wokół ani jednego człowieka. Nad budynkiem bezszelestnie ląduje pionowo obiekt latający. Jest niewielki, owalny, czarny (z połyskiem) o wyglądzie zbliżonym do kadłuba małego helikoptera, z krótkim, trójpłatowym, wirującym śmigłem, jednakże bez ogona.

   Drzwi, kwadratowe, o łagodnie zaokrąglonych narożnikach, są całkowicie otwarte. Ich wielkość stanowi powierzchniowo dwie trzecie boku pojazdu.

   W środku pojazdu, przodem w kierunku do otwartych drzwi, w pozycji wyprostowanej, siedzi kobieta ubrana w jasny, beżowy strój. Wizualnie, jej postać wypełnia przynajmniej połowę powierzchni otwartych drzwi.   

   W dłoni, opuszczonej pomiędzy kolanami, kobieta trzyma drążek sterujący lądowaniem. Jej głowa i wzrok skierowane są nieruchomo w jej prawą stronę. Mimika twarzy wskazuje, że nie jest zadowolona z wykonanego lądowania, powodującego lekki wstrząs objektu przy zetknięciu z podłożem dachu budynku (lub niewidocznym z mojego miejsca tarasem), co wywołuje widoczny grymas jej twarzy.

   Równocześnie, nad przeciwległym końcem budynku widzę wolno i bezszelestnie przemieszczający się wierzchołkiem do przodu niewielki, trójkątny, spłaszczony w pionie obiekt latający. Ma wydzielone poszczególne segmenty jego obudowy. Fragmenty, które należałoby uznać za skrzydła, są wydzielone również kolorystycznie, na jasnoczerwono, reszta kadłuba w kolorze złotym. Na spiczastych zakończeniach skrzydeł wolno wirują trójpłatowe, małe śmigła. Obiekt stopniowo oddala się.

   W tym czasie kolejny, nieduży obiekt w szybkim tempie wyłania się z nad budynku i przelatuje nade mną, nad choinkowy lasek, gdzie zawisa nieruchomo.

   Jego kształt stanowi połączenie walca i sześcianu. Kojarzy mi się ze starodawną lokomotywą. Porusza się walcem do przodu. Walec wykonany jest z wielu odcinków pionowych rur w kolorze złotym, połączonych w górnej i dolnej części rurą poziomą i sprawia wrażenie urządzenia napędowego. Sześcian, będący kabiną, jest czarny. Na widocznym przeze mnie boku ma kwadratowe, zaciemnione okno. Podobne okno jest również z tyłu pojazdu w zauważalnie wyodrębnionych drzwiach, zakończonych łukiem u góry.   

   Otwieram oczy, za oknem jest ciemno. Dochodzi trzecia rano. (NOLs)



   2. 20 grudnia 2003 roku, sobota, nad ranem. Podczas pieknej, słonecznej pogody na tle nieba trzy Niezidentyfikowne Obiekty Latające w formie odwróconego spodka w kolorze beżowym, wykonują przede mną łagodne ewolucje. Na całej górnej powierzchni spodków widoczne są okrągłe okna, okalane ciemnobrązową obwódką. Po chwili jestem w dużym pomieszczeniu, perfekcyjnie umeblowanym i skomponowanym kolorystycznie z przewagą intensywnej, ciemnej zieleni. Spaceruję po pomieszczeniu. Jestem oczarowany pięknym otoczeniem. Kontury wszystkich zgromadzonych tam przedmiotów sprawiają wrażenie nienormalnie wyostrzonych. Kolory zastosowane we wnętrzu pomieszczenia są nienaturalnie sharmonizowane i intensywne. Uwagę moją skupia mały piesek o krótkiej sierści również w kolorze ciemnej zieleni. Piesek sprawia wrażenie inteligentnego i doskonale ułożonego stworzenia. Zbliżam się do niego, wyciągam dłoń w jego kierunku i budzę się. (NOLs)

*

U-OBE

   Jest deszczowy wieczór 30 grudnia 2003 roku (wtorek). Z braku lepszych zajęć i kompletnej ustrojowej beznadziei, która przed kilku laty wkomponowała się w mój życiorys, kładę się spać około 20:00. Przez otwarty lufcik słychać, że prawie całą noc siąpi równomierny deszcz.

   Tymczasem ja udaję się na spacer w kierunku nieznanego mi skupiska drzew. Na polnej drodze towarzyszy mi słoneczna pogoda. Idąc dalej, porozumiewam się myślami z moimi Opiekunami z Wyższych Wymiarów i prawie że wymuszam na nich konieczność przeniesienia mnie poprzez gęstniejący drzewostan, ponad zaroślami.

   Nie jestem przyzwyczajony do tego sposobu podróży i odczuwam lęk, ale jednocześnie poddaję się chybotliwemu na początku przelotowi. Przemieszczam się z różnymi prędkościami, zależnymi od mojej woli. Nie raz mam wrażenie, że nie "wyrobię" zakrętu i przynajmniej zaczepię się o wystające ze wszystkich stron gałęzie nieprzyjemnej gęstwiny.

   Wyraźnie odczuwam, że mój lot ma charakter pokazowy, że nie dotrę tym sposobem do oczekiwanego i bliżej nieokreślonego celu podróży za drzewami, wreszcie, że ktoś nadaje mojej poróży kierunek powrotny, więc szybko wracam w kierunku miejsca skąd rozpocząłem mój lot.

   Na wprost linii mojego lotu widzę chyba opuszczony wysoki, wiejski dom.

   Postanawiam zajrzeć do niego przez najwyżej położone okno i sprawdzić, czy ktoś w nim jest. Zbliżając się, stwierdzam w locie, że okno ma nie umyte szyby i wątpię, czy coś przez nie zobaczę. W efekcie nie zdążyłem wyhamować i z impetem wpadam na okno, obawiając się, że wytłukę wszystkie szyby, tymczasem omiatam je tylko sobą w ruchu i oddalam się.

   Mam wrażenie, że już zmęczyłem się długim przebywaniem w powietrzu. Jeszcze przez moment przemieszczam się dalej ponad różnymi krzakami, coraz zręczniej omijając je. Wyhamowuję, staję na nogi i idę dalej polną drogą w kierunku asfaltowej szosy widocznej pomiędzy drzewami. Spośród gęstwiny drzew, widzę zielone pola i pracujących ludzi. Z przeciwka idzie młody chłopak, który widząc mnie zaczyna wykonywać rękoma dziwne ruchy ni to samoobrony, ni to ataku. Nie wiem o co mu chodzi. Śmieję się. Podchodzę do niego, chwytam prawą dłonią za jego kark, składam na jego czole ojcowski pocałunek i na wszelki wypadek wyjaśniam mu stanowczo:

  -ja pieniędzy nie mam.

   Widzę jeszcze przez chwilę, że chłopak jest zaskoczony i ma zdziwioną minę. Po czym idziemy dalej, każdy w swoją stronę.

   Po chwili stwierdzam, że leżę na mojej wersalce i właśnie przed chwilą obudziłem się. Spoglądam na zielone cyferki zegara. Jest 2:24. Rozmyślam chwilę o tym, co mnie znowu spotkało i dziękuję moim niewidzialnym OPIEKUNOM za nową porcję wrażeń.

   Mam ochotę na powrót zasnąć w akompaniamencie kropli deszczu.

Jednak z trudem przymuszam się, aby "zwlec" się spod ciepłej pościeli i w notebooku zanotować nowe atrakcje i przeżycia.

   Przypomina mi się informacja, że poza ciałem można przebywać około 30 minut, aby bezpiecznie móc wrócić i kontynuować popyt na naszej Planecie w naszym materialnym "opakowaniu".   

   Mam też skojarzenia, że powyższe "loty" mogą mieć swe źródło w niedotlenieniu i wolniejszej pracy serca, które za dnia nie jest dociążone odpowiednim wysiłkiem fizycznym.

   Nie wiem, co o tym myleć. 3:58. Idę spać. (NOLs)

*

UFO-śnienie?

   Nie zapisałem od ręki i nie pamiętam dokładnej daty. Zakładam, że było to w nocy z piątku na sobotę 21/22 maja 2004 roku. Od czasu do czasu w moich codziennych medytacjach zwracam się do Istot z Wyższych Wymiarów o zabranie mnie na kolejną wycieczkę do NICH, następnie zasypiam. Tej nocy przez krótką chwilę widzę bardzo wyraziście fragment jakiejś dużej sali. Wysoka na siedem metrów odrębnie stojąca cienka, kwadratowa ściana w kolorze zupełnie ciemnej zieleni, sprawia wrażenie przegrody, po bokach której, i od góry, widać nasłoneczniony błękit nieba. Przed ścianą, od strony widowni, na którą nie spoglądam, stoi ciemne biurko. Za biurkiem widzę stojącą, atrakcyjną i uśmiechniętą kobietę, patrzącą przed siebie i sprawiającą wrażenie, że prowadzi jakiś wykład przed zgromadzoną publicznością. Kobieta mnie nie widzi, ale mam wrażenie, że wyczuwa moją obecność. Ja z zaciekawieniem patrzę na nią i odkrywam z zaskoczeniem, że tą kobietą jest moja śp. sąsiadka Anna P. Cieszę się, że pomimo ziemskiego inwalidztwa, TAM jest atrakcyjna i radosna. Kilka dni później uświadamiam sobie, że również ją dołączyłem do grona osób w moich jednoosobowych medytacjach. (NOLs)



   04.07.2004. godzina 3.20, z soboty na niedzielę. Budzę się ze snu, pod wpływem słów brata: - Nic ci nie jest? Wyglądało to groźnie! W oddali widzę też postać ojca. Z trudem przymuszam się, aby wstać i w notebooku zanotować ten sen. Chwilę wcześniej idąc jakimś błotnistym terenem, widzę tuż przede mną chyba ciężarówkę z dużą okrągłą anteną o średnicy może dwóch metrów, zamontowaną na skrzyni. Perforowana antena typu "talerz" jest gorąca aż do białości. Właśnie widzę jak pospiesznie skierowuje się w moją stronę. Nie mam możliwości ucieczki. Po chwili potężna dawka energii z anteny napromieniowuje mnie, co powoduje mój upadek a następnie obudzenie. Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że jest to efekt spotkania z UFO. Nikogo obcego nie widziałem. Jedynie ten otaczający mnie krajobraz, przypominający jakąś słabo oświetloną niszę sugeruje pozaziemskość zdarzenia. Nawet nie próbuję przypomnieć sobie innych szczegółów tego snu. Idę jeszcze pospać. Jest 3:52. (NOLs)



02.03.2005. Relacja dotyczy dnia wczorajszego. Slyszę potężny warkot i odczuwam równie potężną wibrację. - Co to znowu za wibracje? -zadaję sobie pytanie i wychodzę na pdwórko przed rodzinnym domem. Jest ciemno. Nad dachem zwolna przepływa niknąc w ciemnej chmurze ogromny, podłużny i zupełnie ciemny obiekt. Pomiędzy NIM a mną wykonuje ewolucje tam i z powrotem dyskoidalny sześciokąt. Jego dwuwypukła obudowa oświetlona jest w każdym trójkącie innym kolorem światła. Wpatruję się w niego i w niknącego w chmurze NOLa. Z kierunku wjazdu do bramy pojawia się mężczyzna w granatowych ogrodniczkach i czarnej podkoszulce. - Widział pan, co to było? - zadaję mu pytanie. Zdziwiony odpowiada - Nic nie widziałem. Spoglądam na zegar, jest 23.10. Chyba znowu śniły mi się NOLe.

*

Unia

   Pomyśl o stworzeniu Nowej Unii Ery Wodnika i Złotego Wieku w oparciu o zupełnie nowe idee. W tej obecnej, "zyskokracji", opartej na piramidzie finansowej -niestety, nie ceni się tych, na których nie można już więcej zarobić. (NOLs)

                        Polska znowu liderem?

Po walce z komuną,                           Piramida cwaniactwa,
Po wojnie z Hitlerem,                        Finansowa matnia,
Nie wolno ci Polsko                           Nie dotrwa Złotej Ery.
pod topór Unii,                                  Twórz Polsko Nową Unię,
Być znowu liderem!                          Do tej krocz ostatnia!!! 

                                                                                  (15.05.02 NOLs)

  "Wszystko złożone do kupy, wcześniej czy później i tak się rozleci". (SynTalk)

*

Upadek komunizmu

  "Gdy zadamy sobie pytanie, co dała nasza prowadzona od roku 1984 medytacja nad pokojem, odpowiedź może być jedna: niezwykłe rezultaty. To co wydarzyło się w Europie Wschodniej dzięki inicjatywie Michaiła Gorbaczowa, jeszcze do niedawna uważalibyśmy za absolutnie niemożliwe. Sukces ten nie jest jedynie zasługą naszej grupy i około 3400 naszych pomocników rozsianych po całej planecie, ale przede wszystkim naszych pozaziemskich przyjaciół, bez których nasze zamierzenie nie miałoby żadnych szans powodzenia. Naszą pokojową akcję wspierało z ich strony 511 milionów Plejadan, to znaczy Erran, oraz około 3 miliardy ich sprzymierzeńców, za co im wszystkim w tym miejscu gorąco dziękuję. Słowa podziękowania i uznania należą się również wszystkim tym Ziemianom, którzy zaangażowali się w sprawę pokoju na Świecie i czynią to nadal".  

  (Guido Moosbrugger "UFO z Plejad")

*

Ustrój

  "Na swojej planecie, Elohim badają funkcjonowanie mózgu ludzi z ich społeczeństwa. Niektórzy są zdolni do pracy odpowiadającej funkcji nóg lub innych narządów, ale ten, kto decyduje, to mózg, a nie nogi. To jest właśnie geniokracja istniejąca na planecie Elohim. Ale uwaga! Nie mówią nam, co mamy robić. Mówią, jak oni osiągnęli kolejny etap. Być może my, ludzie na Ziemi, będziemy bardziej inteligentni i znajdziemy inną drogę, by uratować ludzkość".

   (Fragment wywiadu z Raelem)  


 "Nazajutrz spotkałem go znowu i zaczął mówić:
- Przede wszystkim spójrzmy na aspekty polityczne i ekonomiczne.
Jaki rodzaj ludzi pozwala ludzkości robić postęp? Geniusze. Wasz świat musi docenić ludzi wybitnych i pozwolić im kierować Ziemią.

   Mieliście sukcesywnie u władzy "brutali", którzy przewyższali innych siłą fizyczną, bogatych, którzy mieli środki, by mieć dużo brutali do swoich usług, oraz polityków, którzy złapali w pułapkę nadziei narody krajów demokratycznych, nie mówiąc o wojskowych, którzy oparli swoje osiągnięcia o system przemocy na zasadach racjonalności.

   Jedyny typ człowieka, którego nigdy nie umieściliście u władzy to właśnie ten, który umożliwił ludzkości rozwój.

   Czy odkrył on koło, proch, silnik czy atom, geniusz umożliwiał zawsze korzystanie z jego wynalazków mniej inteligentnym ludziom u władzy, często stosującym pokojowe wynalazki do zbrodniczych celów.

   To musi się zmienić!

   Trzeba w tym celu znieść wybory i system głosowania, które w obecnej formie są kompletnie nie przystosowane do rozwoju ludzkości.

   Wszyscy ludzie są pożytecznymi komórkami potężnego ciała zwanego ludzkość. Komórka stopy nie ma nic do powiedzenia, czy prawa ręka powinna wziąć przedmiot, czy nie.

   To mózg powinien decydować i jeśli ten przedmiot jest pożyteczny, komórka stopy na tym skorzysta. Ona nie może głosować, ponieważ jest ona przeznaczona do kroczenia naprzód ciała, którego jest częścią i nie jest w stanie decydować, czy to co może wziąć ręka, jest dobre czy złe.

   Głosowania są pozytywne jedynie w przypadku, gdy jest równowaga wiedzy i poziomu intelektualnego.

   Kopernik został potępiony przez większość niezdolnych ludzi, gdyż był jedynym będącym na wystarczająco wysokim poziomie zrozumienia.

   A przecież Ziemia nie jest centrum wszechświata, jak wierzył Kościół, ona w rzeczywistości krąży dookoła Słońca.

   Kiedy pierwszy samochód zaczął jeździć, jeśli pozwolono by ludziom głosować, by dowiedzieć się, czy samochody powinny być dozwolone czy zabronione, odpowiedź ludzi nie mających o samochodach najmniejszego pojęcia i obojętnych, byłaby negatywna i jeździlibyście do tej pory wozami konnymi.

   Jak to zmienić?

- Macie teraz psychologów, którzy są w stanie stworzyć testy oceniania inteligencji i adaptacji każdego osobnika. Od dzieciństwa należałoby systematycznie stosować te testy aby określić kierunek studiów dziecka, a gdy osiągnie wiek kiedy staje się odpowiedzialny, można ostatecznie określić jego współczynnik inteligencji, który będzie zaznaczony na jego dokumencie tożsamości lub na karcie wyborcy.

   Na jakiekolwiek stanowiska publiczne będą mogli być wybierani jedynie ci, których współczynnik [Pozytywnej] inteligencji intuicyjnej [PI-IQ] jest wyższy o 50 % od przeciętnej, głosować mogliby tylko ci, których współczynnik [pozytywnej] inteligencji intuicyjnej jest wyższy o 10 % od przeciętnej. Jeśli to istniałoby dzisiaj, wielu waszych polityków nie mogłoby pełnić swoich funkcji. Jest to w zupełności demokratyczny system.

   Są inżynierowie, których inteligencja jest niższa od przeciętnej, lecz mają bardzo dobrą pamięć i dzięki niej przeszli przez egzaminy dyplomowe.

   Są robotnicy, chłopi, którzy nie są żadnymi specjalistami, lecz których współczynnik inteligencji jest wyższy o ponad 50 % od przeciętnej...

   Niedopuszczalne obecnie jest to, że głos tego, którego nazywacie potocznie "kretynem", ma taką samą wartość co głos człowieka wybitnego, który dojrzale przemyślał, jak zagłosować. W niektórych miasteczkach wybory są wygrywane przez tych, co postawili najwięcej drinków...

   Nie zaś przez tych, których programy są najbardziej interesujące.

   Tak więc, na początku - prawo głosowania zarezerwowane dla elity intelektualnej, dla tych, których mózg jest w stanie najbardziej zastanowić się i znaleźć rozwiązania problemów. Niekoniecznie są to ci, którzy dużo studiowali.

Chodzi o to, by umieścić Geniusz u władzy. Możecie nazwać to geniokracją".   (Rael "Przekaz dany mi przez przybyszów z kosmosu")



  "W sytuacjach kryzysowych, w których trzeba wybrać jedną z wielu możliwości, większość ludzi wybiera tę najgorszą!" (SynTalk)



   Raelianizm a geniokracja

   Pytanie: Napisał pan książkę pod tytułem Geniokracja, na podstawie której powstał ruch polityczny: Ruch na rzecz Światowej Geniokracji. Czy nie usiłuje pan wykorzystać ruchu religijnego, by narzucić nową doktrynę polityczną?

  Odpowiedź: Wielu raelian było zainteresowanych rozdziałem pierwszego przekazu, gdzie opisano system polityczny panujący na planecie Elohim.   

   Poprosili mnie, bym rozwinął w manifeście tę ideę, która posłużyłaby do założenia ruchu politycznego. Z tego względu, że Elohim pragną byśmy dążyli do ustanowienia geniokracji na naszej planecie, jednocześnie pozostawiając ludziom wolność szukania lepszych rozwiązań, przyjąłem propozycję napisania tego manifestu. Następnie, niektórzy zainteresowani raelianie, którzy przeczytali "Geniokrację", trzy miesiące od chwili jej wydania założyli partię i wystawili nawet jednego kandydata do wyborów. Osobiście, moje stanowisko jest jasne we wszystkich krajach, w których rozwija się geniokracja. Jestem przede wszystkim na Ziemi po to, by pełnić moją misję, która polega na głoszeniu przesłania naszych Stwórców i na wybudowaniu Ambasady, o którą nas proszą. Osoby zajmujące się Geniokracją wiedzą, że cały mój czas poświęcam swojej misji, dlatego -mimo, że życzę im dobrych rezultatów - nie wezmę bezpośrednio w tym udział. Poprosiłem nawet wszystkich przewodników, którzy założyli te ruchy polityczne, by jak najprędzej znaleźli osoby z poza Ruchu zdolne ich zastąpić, po to żeby owi przewodnicy mogli się zająć tym, co w moich oczach jest najważniejsze: pełnić rolę przewodnika.

   Owszem, jeżeli do wyborów będą startować geniokraci, to zawsze doradzę raelianom głosować na nich. Jest jasne, że można być raelianinem i geniokratą jednocześnie, tak jak można być demokratą i chrześcijaninem.   

   Można wyznawać jakąś religię i mieć poglądy polityczne.

   Lecz, będąc raelianinem, nie jesteśmy zobowiązani do wspierania geniokracji.   

   Przeciwnie, będąc przeświadczonym, iż można dobrze robić tylko jedną rzecz na raz, bezustannie zalecam raelianom, by nie zajmowali się aktywnie geniokracją i pozostawili to nie-raelianom.

   Kiedy pracuje się osiem godzin dziennie i przeznacza wolne chwile na głoszenie Przesłania, każda minuta działalności raeliańskiej jest cenna.

   I nie ma mowy, by choć jedną minutę przeznaczoną na głoszenie słowa naszych Stwórców poświęcać jakiemuś ruchowi politycznemu. Należy więc dokonać wyboru, a żadna partia polityczna nie może się mierzyć z Przesłaniem od Elohim.

   Zainicjowałem geniokrację i liczę na to, że teraz osoby z poza Ruchu Raeliańskiego przejmą dalej ten pomysł. Być może inicjatywa ta przeobrazi się w coś większego i przyczyni się do uratowania ludzkości, być może ludzie rozwiążą swoje problemy bez geniokracji, nawet jeśli przekonają się do niej później.

   Jedno jest pewne: Ambasada zostanie niebawem zbudowana, i jest to jedyna rzecz, o której myślę, a prawdziwi raelianie też powinni przede wszystkim o tym myśleć i działać, by tak się stało. Wybudować Ambasadę dla naszych Stwórców i przywitać ich w towarzystwie dawnych posłańców, czyli Mojżesza, Jezusa, Mahometa, Buddy itd... - to jest najważniejsze i jest to cel mojego życia na Ziemi.
   To powinien być również życiowy cel tych, którzy chcą mi pomóc.
   (Fragment wywiadu z Raelem)

  "Każde rozwiązanie rodzi nowe problemy". (SynTalk)

*

Wiara i wiedza

   Encyklika "Wiara i Wiedza".
 Watykan z pewnością zna zagadkę pochodzenia życia na ziemi, podobnie zresztą jak i zwierzchnicy innych religii i kościołów. Jest bardzo prawdopodobne, że nie może jej zdradzić w obawie o gwałtowny przewrót w świadomości ludzi i utratę swojej pozycji na świecie jako pośrednika pomiędzy rozpropagowanym przez Kościół, liczbowo jednym Bogiem - Stwórcą, ale w trzech osobach - a ludzkością. Zresztą religijny straszak w postaci wszechmogącego Boga, który wszystko widzi i słyszy, to chyba jedyny sposób na utrzymanie społeczności ludzkich we względnym ładzie i porządku. Interpretacja Biblii - przez wieki była dostosowywana do sposobu rozumowania ludzi minionych epok oraz do celów komercyjnych.

   Dla ułatwienia sobie życia, stworzono pojęcie dogmatu religii, zalecającego przyjmowanie spraw boskich bez zbędnych dyskusji i niewygodnych pytań, na które nie ma, dających się udowodnić, odpowiedzi.

   W końcu może i dobrze. Przeciętny umysł ludzki wydaje się być zbyt mały w stosunku do złożoności problemów "boskich". Ciągle jeszcze jako ludzie nie jesteśmy na równi pomiędzy sobą pod względem rozwoju inteligencji, i z pewnością nie na równorzędnym etapie z cywilizacją naszych Stwórców.

   Trzeba było więc spopularyzować jakąś wiarygodną bajeczkę dla młodych i dorosłych.     

   Dotychczasowa interpretacja Biblii, wydaje się jednak nie wystarczać obecnie umysłom wykształconym, podchodzącym do biblijnych problemów w sposób racjonalny. Kościół, podtrzymując nadal znaną wersję, tracił powoli i systematycznie swoje "owieczki".

   Wszystko wskazuje na to, że my Ziemianie - za Boga (bogów) uznaliśmy przedstawicieli innej, wysoko rozwiniętej cywilizacji, przybyłych na planetę Ziemia pojazdami kosmicznymi, przed tysiącami lat. Opisuje się ich w Biblii, wszystkich starych pismach i religiach świata. Także w książkach Ericha von Daenickena.

   Oni to, poprzez zastosowanie inżynierii genetycznej, stworzyli eksperymetalne osobniki, "na swoje podobieństwo", ale przystosowane, w przeciwieństwie do nich samych, do życia w atmosferze ziemskiej i dające początek cywilizacji ziemskiej; samo produkujące się i samo doskonalące według precyzyjnego kodu genetycznego.

   Ot, takie biologiczne cyborgi (bioandroidy), zwane ludźmi, wyposażone w obudowę, organy wewnętrzne, pięć czujników zwanych zmysłami, "duszę" - w postaci przepływających w organizmie elektronów, oraz komputer pokładowy, ulokowany w mózgu, kontrolujący funkcje i sprawność działania wszystkich organów, zasilny z wewnętrznego źródła zasilania, czerpiącego energię z przemiany konsumowanej materii, oraz z otaczającej nas przestrzeni kosmicznej, mającego możliwość, w przypadku nieodwracalnych usterek któregoś z organów, "wyłączyć nam prąd w ciągu dnia". Jak śpiewała onegdaj Marylka R.

   Do współczesnej wersji człowieka,nasi Stwórcy dochodzili drogą eksperymentów i ewolucji metod tworzenia (stwarzania).

   Stąd w wykopaliskach znajdujemy różne przejściowe modele naszych człekokształtnych praprzodków.

   Załóżmy, że chodziło tu tylko o powtarzany od zawsze eksperyment zasiedlenia kolejnej planety Wszechświata, nie zaś o realizację jeszcze jakichś innych celów, których nasze umysły, na obecnym etapie zagospodarowania szarych komórek, jeszcze sobie nie uświadamiają.

    Aktualnie tworzone przez nas klony w warunkach ziemskich, sugerują możliwość, że również my, kiedyś, w przyszłości, stworzymy zalążek innej Cywilizacji Ludzkiej, tworząc osobniki "na nasz obraz" na innej planecie, mającej warunki zbliżone do ziemskich. W ich rozumowaniu niektórzy z nas, bioracy udział w eksperymencie, będą dla nich bogami-stwórcami, typu boga (Boga) Jahwe, który będąc również człowiekiem, przed tysiącami lat skierował tu, na Ziemię, ekipy swoich naukowców w celu zagospodarowania naszej Planety i stworzenia tu materialnego życia.

  Będzie to fascynujący eksperyment. W ten oto sposób, trwający od zawsze proces rozprzestrzeniania się życia we Wszechświecie, będzie kontynuowany.

  (NOLs"Jak żyjesz Polaku?" fragment niepublikowanej pracy konkursowej)

*

Wibracja

  "To samo co Energia. Jest to wszystko to czym jesteśmy, siła istnienia, tworzenia, kochania. Wartość tworzona i odbierana całokształtem naszych uczuć i myśli.

   Na początku powinieneś zdać sobie sprawę, że WSZYSTKO co Cię otacza jest ENERGIĄ. Ty sam też jesteś. Jesteś BYTEM ENERGETYCZNYM "uwięzionym" w powłoce cielesnej. Byt Energetyczny: To "OBYWATEL ZAŚWIATÓW", czyli NIEZALEŻNA I AUTONOMICZNA JEDNOSTKA. Jest to CZYSTA, INTELIGENTNA, NIEŚMIERTELNA I NICZYM NIE OGRANICZONA ENERGIA, która ma swe źródło w PANIE ZAŚWIATÓW".

  (Elżbieta Nowalska "Channeling Polski" 19.09.1999 A.D.)



  Częstotliwość: materia jest drgającą energią. Różna częstotliwość drgań to różne własności materii. Częstotliwość to prędkość drgań molekuł lub świadomości.  

  (Lyssa Royal, Keith Priest "Gwiezdne dziedzictwo")

*

Wielkie niebezpieczeństwo Nr 1 !!!

Przed możliwym konfliktem jądrowym w Jerozolimie ok. roku 2000 ostrzega również komputerowo odczytany niedawno, w 1994 roku, Kod Biblii, zaopatrzony jeszcze tym razem w zaszyfrowaną adnotację, że dzięki jego odczytaniu w porę, jest szansa, że konflikt jądrowy zostanie odłożony.



Kolejne tego typu wielkie niebezpieczeństwo jądrowe pojawi się, według odczytanego, na razie fragmentarycznie, Kodu Biblii, około roku 2006. Należy uczynić wszystko, co możliwe, i je zażegnać! A intensywne starania o to trzeba rozpocząć już dziś!   



Ponieważ wszystko jest zależne od wolnej woli i wolnego wyboru człowieka, ani pojawiające się zagrożenia, ani też daty ich zaistnienia, nigdy nie są w Kodzie Biblijnym ściśle zdeterminowane!!! Daty te stanowią krzywą prawdopodobieństwa, która będzie wskazywać na pewne daty jako bardziej prawdopodobne niż inne, że coś groźnego w konkretnym przedziale czasu może się wydarzyć,  jednakże  zawsze z szansą dla człowieka, że jego wolną wolą i intensywnymi staraniami możliwość spełnienia się zagrożenia zostanie przez niego oddalona. (NOLs)


Obojętność sił Dobra - jest zwycięstwem sił Zła! (RaMa)

*

Wielkie niebezpieczeństwo nr 2 !!!

  "Zarówno rok 2010, jak i 2012 łączą się [w Kodzie Biblijnym] z wyrazem "kometa". "Dni przerażenia" natomiast krzyżują się z rokiem 2012. Zaraz poniżej "komety" łączą się z nią "ciemności" i "ponuro". Zaś w ukrytym tekście powyżej 2012 znajdujemy stwierdzenie "ziemia unicestwiona". Tam jednak, gdzie zapisany jest rok 2012, pojawia się również zdanie świadczące o możliwości uniknięcia katastrofy i o zepchnięciu komety z kursu: Zostanie rozkruszona, wywiedziona, rozerwę ją na kawałki".
  (Piotr Skórzyński "Światło uwolnione" "Nieznany Świat" 9/02)

*

Wiersz geniuszom ku przestrodze!

Ucz się chłopcze ucz,

            bo nauka to potęgi klucz.

                        Gdy się będziesz chętnie uczył,

                                   to zdobędziesz wiele kluczy.

                                               (I na razie zostaniesz dozorcą.)      (autor?)



"Mądrzy świecić będą niby blask sklepienia; a ci, którzy przywiedli wielu do sprawiedliwości, jak gwiazdy..." (Daniel XII-3)

"Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi". (Mateusz XIX-30)

"Zanim nastąpi poprawa, będzie jeszcze gorzej". (SynTalk)

*

Wirtualny Parlament Nowoczesnego Państwa Ery Wodnika

Patrz rysunek.

Wirtualny Parlament

Nowoczesnego Państwa Ery Wodnika



Pokój * Miłość * Braterstwo

Tolerancja * Geniokracja * Humanitaryzm


Wyrugowane:
zysk / wyzysk / agresja / przemoc / bezrobocie / bezdomność



Rada Mędrców

500 osób
o najwyższej, potwierdzonej testami, pozytywnej inteligencji intuicyjnej,
nie manipulowanych zyskiem

Partia "A"...      Partia "B"...     Partia Humanitarna ...    Partia "Z"

PI IQ - Positive Intuition Intelligence Quotient
- iloraz pozytywnej inteligencji intuicyjnej.

*

Władza

  "Tym, co cię wypaczyło, jest wielokrotne rozszerzenie walki o byt.

Już was nie zadowala stół obfity i dom bezpieczny. Wy chcecie władzy nad ludźmi, a ta żądza władzy rozciąga się na znacznie szerszy krąg w stosunku do tego, co nazywa się samą tylko władzą.

   W walce tej ludzie zaczynają stosować wobec siebie samych i wobec innych coraz to bardziej wyrafinowane metody. Będąc żądny władzy, kultywujesz w sobie uczucia negatywne, bo dążąc do niej, musisz mieć twardą wolę zwycięstwa w gonitwie po zaszczyty.

   Brak tu miejsca na uczucia i serce. Z wielkim samozaparciem umacniasz się w przekonaniu, że nie warto kierować się uczuciami, wmawiając sobie wiarę w potęgę władzy. To samo wmawiasz też innym, a swoją postawą wymuszasz na nich posłuszeństwo".   (Elżbieta  Nowalska "Ziemia w oczach Zaświatów")

  "Wielkie dzieła tworzy Wielka Miłość, a nie silna ręka". (RaMa)

  "W pewnym momencie istnienia dosłownie każdej organizacji, wyczerpuje się jej zdolność do odnoszenia sukcesów".   (SynTalk)

  "Władza ma tendencję do przydzielania pracy tym, którzy najmniej się nadają".  (SynTalk)

*

Wojny

  "Książka Wiliama Bramleya "Bogowie Edenu" jest owocem ponad siedmioletnich poszukiwań. Punktem wyjścia do jej powstania stało się pytanie, które zadał kiedyś autor. Brzmiało ono z pozoru prozaicznie: Dlaczego ludzie toczą wojny? Jednak odpowiedź, jaka wyłoniła się ze zgromadzonych danych, nie była już tak prozaiczna. Jest ona wręcz niepokojąca. Okazuje się bowiem, że ludzkość poddawana jest bezustannej manipulacji przez jakąś bliżej nie określoną inteligencję (prawdopodobnie tę samą, która miała swój udział w jej stworzeniu), której celem jest prawdopodobnie zachowanie nad nią kontroli. Obowiązkowa lektura dla zainteresowanych zjawiskami paranormalnymi oraz UFO, a także genezą różnych religii".   (Magazyn UFO 2/99)



  "Pracujący w charakterze piły plazmowej, niewidzialny wehikuł UFO odparował w Nowym Jorku dwa drapacze chmur oraz jeden niższy budynek, zabijając ponad 6000 ludzi znajdujących się w owych budynkach. Zniszczeń tych dokonał przy tym w tak zamaskowany sposób, aby nikt nie zauważył czynnego udziału niewidzialnego wehikułu UFO w całej tej tragedii, a stąd, aby całą odpowiedzialność za śmierć tych ludzi zrzucić na muzułmańskich terrorystów i ich samobójcze ataki. (...) Począwszy od chwili odparowania budynków [World Trade Center], UFO-nauci prowadzą oczywistą i doskonale widoczną kampanię telepatycznego manipulowania ludźmi na Ziemi, nacelowaną na doprowadzenie do trzeciej wojny światowej. Wszakże chodzi im dokładnie o to, aby ludzie nie zachowywali się racjonalnie, aby szukali zemsty zamiast ukarania winnych i sprawiedliwości oraz aby rozpoczęli jądrowe niszczenie swojej planety. (...)

   Liczne opowieści szeptane stwierdzają również, że UFO-nauci otwarcie pokazywali się Hitlerowi i przekazywali mu wytyczne postępowania oraz nakazy - Hitler zresztą panicznie podobno się ich bał. (...)

   Wiem, że prawda na temat omawianych tutaj tragicznych zdarzeń [11 września 2002 w Nowym Yorku] jest w stanie zaszokować nawet najbardziej otwartogłowych. Prawda ta jednak jest też biciem na alarm oraz zwróceniem uwagi, że śmiertelny wróg trzyma ludzkość za gardło, napuszcza jednych ludzi na drugich i że stara się rzucić nas w chaos wzajemnego mordowania się. Pozostaje nam się tylko modlić, aby Wszechświatowy Intelekt dał nam Mądrość i siłę abyśmy nie dali się sprowokować i zamiast atakować jeden drugiego abyśmy w końcu zaczęli się zgodnie bronić przed tym niewidzialnym i szatańskim agresorem! Czy potrzeba nam jeszcze więcej makabrycznych dowodów, aby zbudzić ludzkość z dotychczasowego letargu! Wszakże UFO-nauci nie ustaną w swoich morderczych prowokacjach, aż [do momentu] "my albo oni".

  (Prof. Jan Pająk http://www.3miasto.net/~ufo-album/wtcpict.htm)



  "Z Księgi Ziemi wynika, że im pewniej się czujecie, tym w większe popadacie samozadowolenie, a wtedy inni z łatwością na was wpływają i kontrolują proces waszego myślenia. Dla wykształconego chrześcijanina, który pamięta, że ojcowie Kościoła określili bogów pogańskich mianem demonów, zdumiewające będzie odkrycie, iż, według kosmicznych mentorów autorki [Barbary Marciniak], rządzą nami istoty "skrzywione" (jak Clive S. Lewis nazwał diabły), i że nazywa je ona... bogami. Rany bogów - rany rozłąki, strachu, terroru, samotności (...) nie są większe od waszych; po prostu istnieją dłużej i wywierają wpływ na większą część istnienia. Bogowie nie znają empatii, zdolności odbierania czyichś uczuć, co stanowi jedną z waszych najwspanialszych cech".

  (Piotr Skórzyński "Światło uwolnione" "Nieznany Świat" 9/02)



  "Ewolucja form życia na Ziemi, to ewolucja technik stwarzania i urozmaicanie dzieł Stwórców, by osiągnąć w końcu stworzenie podobne do nich. Możecie odnaleźć czaszki ludzi prehistorycznych, które są czaszkami pierwszych prototypów człowieka, które były zastępowane przez inne bardziej udoskonalone, aż do typu będącego dokładną repliką Stwórców, którzy obawiali się stworzyć istotę, która byłaby znacznie ich przewyższająca, chociaż niektórzy do tego zmierzali. Jeśli miałoby się pewność, że one nie zwrócą się nigdy przeciw swoim Stwórcom, by dominować nad nimi, lub ich unicestwić, co zdarzało się pomiędzy rasami ludzkimi stopniowo tworzonymi na Ziemi, zamiast kochać ich jak ojców, pokusa do ulepszenia gatunku ludzkiego byłaby wielka. To jest możliwe, ale jakie ogromne ryzyko! Pewni Stwórcy obawiają się nawet, że ludzie na Ziemi mogliby nieznacznie przewyższać swoich ojców. "Szatan" jest jednym z nich, który zawsze myślał i jeszcze myśli, że człowiek z Ziemi jest zagrożeniem dla naszej planety, ponieważ jest trochę za bardzo inteligentny. Lecz większość spośród nas myśli, że wy nam dowiedziecie, że nas kochacie i nigdy nie będziecie próbować nas zniszczyć. Tego przynajmniej oczekujemy od was, przed przybyciem do was z pomocą. Jest nawet możliwe, że przy każdym tworzeniu człowieka przez człowieka dokonuje się mała korekta, rzeczywista ewolucja rasy ludzkiej, ale pozwala, by Stwórca nie czuł się zagrożony stając przed własnym stworzeniem, pozwalając na jeszcze szybszy postęp. Chociaż nie uważamy, że możemy już przekazać wam naszą wiedzę naukową, uważamy, że możemy wam przekazać naszą wiedzę polityczną i humanitarną. To nie będzie zagrażać waszej planecie, to pozwoli wam być szczęśliwszym na Ziemi, a dzięki temu będziecie szybciej się rozwijać. To wam pozwoli szybciej pokazać nam, że zasługujecie na naszą pomoc i nasze dziedzictwo, by osiągnąć poziom Cywilizacji Międzygalaktycznej".

  (Rael "Przekaz dany mi przez przybyszów z kosmosu")

*

Wolność Słowa w Wolnym Kraju Europejskim

   Dnia 28.11.2001 roku wysłano do popularnej rozgłośni radiowej e-mail następującej treści: Panie Kubo! - Zakładam się, że mojego e-maila nie przeczyta pan na antenie. Jan Kowalski

   Odpowiedź z anteny: - Panie Janie, jak mogę przeczytać na antenie treść pańskiego e-maila, skoro jej pan nie zamieścił!

   Wysłano e-mail nr 2.: - Mój pomysł na łatanie dziury budżetowej: Początkowo na zasadach dobrowolności, żeby sprawdzić czy i jak to funkcjonuje, później na podstawie stosownej Ustawy Sejmowej, pośmiertnie spadki - za wyjątkiem mieszkania - wracają do Skarbu Państwa. Jan Kowalski

   Z anteny kompletny brak reakcji, za to dzień później, 29.11.2001,16:06, nadeszła odpowiedź e-mailem: Re: Pan Kuba: Toż to chory pomysł !!! Dlaczego miałbym rezygnować z majątku mojej Babci !???  (streścił NOLs)

  "Pod naciskiem, wszystko się pogarsza". (SynTalk)

*

Wróżby

  "Niech nie znajdzie się u ciebie nikt, kto wróży, kto uprawia magię, ani nikt, kto wypatruje znaków wróżebnych, ani czarnoksiężnik, ani ten, kto zaklina drugich, ani nikt, kto zasięga rady u medium spirytystycznego, ani trudniący się przepowiadaniem wydarzeń (...), bo każdy, kto to czyni jest obrzydliwością dla Jehowy [Jahwe]".    

  (Księga Powtórzonego Prawa 18:10-12)

(...) Numerologia jest pozbawiona podstaw naukowych, a wiara w nią przeczy zdrowemu rozsądkowi. (...) Istnienie rozmaitych kalendarzy, to dla numerologów twardy orzech do zgryzienia:
   Gregoriański            11 września 2001 roku to:

   Chiński        24 dzień 7 miesiąca 18 roku w 78 cyklu

   Juliański       29 sierpnia 2001 roku

   Muzułmański           22 dzień miesiąca dżumada II 1422 roku

   Żydowski    23 elul 5761 roku

(...) Inna trudność: w zależności od języka zmienia się brzmienie i pisownia imion. (...) angielskie imię John ma wartość liczbową 2, ale po hiszpańsku to imię brzmi Juan i jego wartość liczbowa wynosi 1.

(...) Nie da się drobiazgowo określić, co czeka poszczególnych ludzi, czytamy bowiem: "Nie szybkim przypada zwycięstwo w wyścigu ani mocarzom zwycięstwo w bitwie, ani mądrym - pokarm, ani tym, którzy się odznaczają zrozumieniem - bogactwo, ani nawet odznaczającym się wiedzą - łaska; gdyż wszystkich ich dosięga czas i nieprzewidziane zdarzenie". (Kaznodziei 9:11)

  ("Czy liczby powinny kierować twoim życiem""Przebudźcie się!" 17/02)

  
"ON królów z tronów strąca, pokornych wywyższa, głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia". (RaMa)

*

Wszystko jest we wszystkim

   Jak pan wie, można odtworzyć martwą istotę z jednej jej komórki, która zawiera plan fizyczny i intelektualny istoty, której jest częścią. Można było stwierdzić, że istota traci kilka gramów w momencie śmierci, w rzeczywistości chodzi tu o energię, którą dysponują wszystkie istoty, i która w owym momencie jest eliminowana. A jak pan wie, energia, podobnie jak materia, ma ciężar.

   Wie pan również, że odkryliśmy istnienie organicznego życia inteligentnego w Nieskończoności Małej, rozwiniętego tak jak my, porównywalnego do tego, czym sami jesteśmy, mogliśmy to udowodnić.   

   Do tego odkryliśmy, że gwiazdy i planety są atomami gigantycznej istoty, która sama z pewnością obserwuje z ciekawością inne gwiazdy.

   Jest również możliwe, że istoty żyjące w Nieskończoności Małej bardzo dużej istoty i jej podobnych miewały okresy wiary w niematerialnego "dobrego boga". Musi pan zrozumieć, że wszystko jest we wszystkim.

   W tej chwili w jednym atomie pańskiego ramienia, miliony światów powstają, a inne giną, wierząc lub nie w jakiegoś boga i duszę i podczas gdy upływa tysiąclecie, gdy gigantyczna istota, której nasze słońce jest atomem, miała czas zrobić krok. Czas jest w rzeczywistości odwrotnie proporcjonalny do masy lub raczej do poziomu formy życia. Lecz wszystko we Wszechświecie żyje i jest w harmonii z Nieskończonością Małą i Wielką.

   Ziemia żyje, jak wszystkie planety i trudno małej "pleśni", którą jest ludzkość, zdać sobie sprawę z powodu różnicy czasu spowodowanej ogromną różnicą masy, uniemożliwiającej uchwycić jej drgania.

   Jedna spośród naszych czerwonych krwinek albo lepiej jeden spośród atomów tworzących nasze ciało także nie może sobie wyobrazić, że tworzy on wraz z jemu podobnymi, żywą istotę.

   Ostatecznie, niezależnie od każdego, równowaga uniwersalna jest stała, natomiast jeśli chcemy, na naszym poziomie, być szczęśliwi, musimy żyć w harmonii z Nieskończonością Wielką i Nieskończonością Małą oraz z naszymi bliźnimi.   (Rael "Przekaz dany mi przez przybyszów z kosmosu")



  "Wszystko jest we wszystkim. Atom to mikroskopijny Wszechświat ze słońcem-jądrem i planetami-elektronami".  

   (Aleksander Klizowski "U progu Epoki Ducha")

*

Wybór pomiędzy głębią dobra i głębią zła

   Jest to obecnie wybór w piątym wymiarze, o którym mówią najbardziej starożytne teksty religijne, czyli wybór pomiędzy "głębią dobra i głębią zła". Nigdy dotąd w historii ludzkości wybór między dobrem a złem nie był bardziej dramatyczny. Pytanie tylko, czy w naszym rozeznaniu moralnym jesteśmy tego już wystarczająco świadomi? (NOLs)

*

Wydrukuj broszurę i zarabiaj na propagowaniu pokoju

   Dla osób, które dostępu do internetu nie mają trzeba wydrukować broszurę, zawierającą odrębną wkładkę-ulotkę: "Kielich Planetarnego szczęścia".

   Rezerwacji praw w zakresie powielania zawartej tu treści nie ma.

   ® - zarezerwowany jest pomysł i nazwa ruchu.

   Istnieje potrzeba uaktualniania treści kolejnych edycji broszury zgodnie z bieżącą treścią FAQ strony internetowej www.MiR-NOLs.salon24.pl i poinformowania autora o przygotowaniach do wydruku.

   Zawarta tu w zarysie wiedza wymaga sprawnego upowszechniania. Gdyby większość ludzi miała internet - zadanie byłoby znakomicie ułatwione.

   Ponieważ tak nie jest, wymaga to wysiłku większej grupy ludzi i zaangażowania ich własnych środków płatniczych na wydruk broszury w zakładzie małej poligrafii. Przy czym, o popycie na nią niewiele wiadomo...

*

Zaledwie sto lat istnienia kapitalizmu na Ziemi...

 ...to oprócz ogromnych zagrożeń, zaledwie 2 % ludzi  bogatych i aż 98 % ludzi żyjących w stale pogłębiającej się, skrajnej nędzy, a przede wszystkim:

 -antyludzkie stosunki gospodarcze nakierowane wyłącznie na zysk i wyzysk,

 -antyludzkie środowisko naturalne, galopująco niszczone wyczynowym,                   

  ogólnoświatowym zyskoróbstwem,

 -antyludzka agresja, przemoc, bezrobocie, bezdomność i głód,

 -antyludzki arsenał broni atomowej, chemicznej i biologicznej wystarczający                           

  do samounicestwienia (za powyższe) całej populacji ludzkiej i planety!

Wszystkie wspaniałe osiągnięcia naukowe i przemysłowe Cywilizacji Ludzkiej razem wzięte - powyższych, straszliwych zagrożeń i wynaturzeń nie usprawiedliwiają, i tracą w zestawieniu z nimi jakikolwiek sens!



  "jeżeli wydaje się, że już nie może być gorzej, to na pewno będzie".

   (SynTalk)

*

Za otrzymaną książkę "@bc Światowego Pokoju" nadeszły podziękowania:

w 2002 roku w kolejności:

-od utalentowanego polityka piastującego najwyższy urząd państwowy w III RP,

-od polityka piastującego drugi, co do ważności, urząd państwowy w III RP,

-od Ojca Dyrektora jedynego, wyłącznie Polskiego, Pięknego, Mądrego i Dobrego Radia w Toruniu,

-od uroczej pani Reporter z TVP1 dzielnie pomagającej ludziom w sprawach...

-od pana Prezesa najważniejszego banku III RP,

-od pana Ryszarda z Biłgoraju, aktualnie w trudnej sytuacji finansowej,

w 2003 roku w kolejności:

-od pana Stanisława Mariana W. z piękną mandalą i życzeniami na odwrocie.

  "Papierkowa robota naszego klienta przynosi zysk. Nasza papierkowa robota przynosi straty". (SynTalk)

*

Zaproszenie

   Zapraszamy na stronę internetową: www.MiR-NOLs.blogspot.com !

   Jeśli tematyka polskiej strony Międzyplanetarnego Internetowego Ruchu Pokojowego MiR-NOLs zainteresowała Cię i uważasz, że treści tu zawarte godne są propagowania w trosce o pomyślny rozwój naszej Planety i Cywilizacji Ziemskiej, odszukaj w menu przycisk "poinformuj znajomych" i zaproś ich tu.

   Zrób to również w przypadku braku zainteresowania z Twojej strony. Może zainteresuje to Twoich znajomych.

   Niestety, książki czyta coraz mniej ludzi.

   Telewizja nagminnie upowszechnia komercyjne bzdury.

   Internet - to miliony stron do odwiedzenia.

   Więc jakim sposobem ogłosić to, co rzeczywiście najważniejsze?

   Myśl to potężna energia!

   Każda Myśl zawiera ogromną energię.

   Staraj się więc myśleć o przyszłości pozytywnie, ponieważ pozytywne myślenie kształtuje pozytywnie przyszłość.

   Jeśli obniżyć prędkość energii w wirze poniżej prędkości światła, z energii powstaje materia. Mówiąc inaczej - energia materializuje się.   

   Istnieje teoria, że Wszechświat, to zmaterializowana myśl Stwórcy.

   Myśl więc pozytywnie, przede wszystkim o Miłości i Światowym Pokoju.

   Weź udział w Medytacjach o Miłości i Światowym Pokoju, w każdą niedzielę o wybranej przez Ciebie godzinie: 8:00, 9:00, 10:00, 11:00, 12:00, 13:00 lub 14:00, w dowolnym miejscu, w którym się znajdujesz, a także w każdym innym dowolnym momencie tygodnia, szczególnie rano, po obudzeniu i wieczorem przed snem.

   A uzyskane wyniki przerosną Twoje wyobrażenia!

   Zachęć do tego również Twoich najbliższych i znajomych. Wyślij do nich SMS-y i e-maile z zaproszeniem na stronę: www.MiR-NOLs.blogspot.com  

   Nie zapomnij o Twoich polskojęzycznych znajomych za granicą!

   Uczyń z tej medytacji sympatyczne, niedzielne zajęcie.

Obecnie Świat najbardziej potrzebuje nowej awangardy społecznej: ludzi pokojowych, wybitnych, mądrych i inteligentnych, nie ukierunkowanych na zysk i wyzysk, które niebezpiecznie zawężają zakres świadomości ludzkiej. Koniecznie miej w tym swój udział. (NOLs)



  "Jedną z dróg osiągnięcia światowego pokoju jest medytacja nad światowym pokojem... Wynika to z faktu, że pozytywne myśli w formie impulsów docierają do wszystkich ludzi i wywołują odpowiednie działania...

  "Salome gam nan ben Urda gen njber asala Hesporona".

   W języku starolirańskim oznacza to:

   "Pokój niech będzie na Ziemi i wśród wszystkich istot".

   Jeśli to zdanie zostanie właściwie wypowiedziane, wówczas wytwarzane przez nie wibracje trafiają do banków pamięci wokółziemskiej, skąd rozchodzą się po całym świecie w formie pokojowych impulsów myślowych docierających do wszystkich ludzi, którzy odbierają je podświadomie i wcielają w czyn". 

   (Guido Moosbrugger "UFO z Plejad")



   I to jest genialne! To jest szansa, która, bez wątpienia, przyniesie efekty!

   Dzięki Tobie, będzie nas wystarczająco dużo! Pamiętaj, w każdą niedzielę o wybranej przez Ciebie godzinie i w dowolnym miejscu, w którym się znajdujesz, a także w każdym innym dowolnym momencie tygodnia. (NOLs)

  "Pomiędzy "wiedzieć" a "zrobić" - jest wielkie morze.

Ważne jest jednak, aby wiedzieć i aktywnie działać zgodnie z tym, co się wie, a rozmiar osiąganych efektów powierzyć woli Bożej".  (RaMa)

*

Zasada Wolnostojeństwa

"Zasada Wolnostojeństwa - to prawo do wolnego decydowania każdego o tym, co chce robić, byle nie krzywdził innych". (Elżbieta Nowalska)

*

Ziarnko do ziarnka

  "Ziarnko do ziarnka a uzbiera się miarka" - to znane przysłowie dotyczy również potrzeby aktywności pojedynczych osób naszej Cywilizacji Ziemskiej, których telepatycznie zsumowany wysiłek jest w stanie najpierw zainicjować, a następnie stworzyć zauważalny efekt o wymiarze społecznym i cywilizacyjnym. (NOLs)

*

Ziemia Obiecana

  (...) "I jeszcze jedna sprawa -arcyważna. (...) nakazuje się nieszczęsnym królikom doświadczalnym [Izraelitom] czterdziestoletnią wedrówkę po pustyni. Odległość między Egiptem a Palestyną wynosi w linii prostej nie więcej niż 650 kilometrów.  

  (...) nawet przy bardzo powolnym marszu, możliwa do przebycia dla 3000 ludzi z dobytkiem w trzy, cztery miesiące. Przy czym marsz odbywał się przez pustynię Synaj, gdzie wcale nietrudno, wbrew pozorom, o jakieś jadalne korzenie czy rośliny, mogące uzupełnić jednostronną dietę, nietrudno nawet o jakieś zwierzęta. Powtarzam, wszystkie te zakazy i nakazy ustalone zostały po to, by doświadczenie przebiegało bez zakłóceń i by można było regularnie sprawdzać, jaki jest stan zdrowia i w ogóle stan biologiczny. Co więcej, czterdzieści lat - to dwa pokolenia. Taki okres pozwala sprawdzić, czy odżywianie się wyłącznie manną nie wpływa ujemnie na potomstwo, czy nie działa mutagennie, czy pokolenie wyrosłe na pustyni jest normalne i zdolne do walki z trudami życia"

  (Arnold Mostowicz "Spór o synów nieba; Powtórka z paleoastronautyki")



   W powyższej publikacji zamieszczono precyzyjny rysunek biblijnego "wiekowego starca", maszyny do produkcji manny z glonu chlorella, zasilanej energią jądrową. Znacznie bardziej wyczerpujący niż w Biblii opis tego urządzenia autor przytoczył tam z innych starożytnych tekstów. (NOLs)

*

Ziemska, Oficjalna Ambasada dla Elohim      

   Inicjatorem tego przedsięwzięcia jest francuski dziennikarz Claude Vorilhon - Rael, który 13 grudnia 1973 roku, od przedstawiciela, pozaziemskiej cywilizacji, otrzymał przekaz ważny dla całej ludzkości, z zaleceniem rozpropagowania go we wszystkich krajach Świata i zbudowania koło Jerozolimy Ziemskiej, Oficjalnej Ambasady dla przyjęcia Elohim - naszych Stwórców.

   Rael napisał książkę, której polskie tłumaczenie nosi tytuł: "Przekaz dany mi przez przybyszów z kosmosu; Oni zabrali mnie na swoją planetę", i zainicjował Międzynarodowy Ruch Raeliański z siedzibą w Genewie, aktualnie obejmujący ponad 80 krajów.

   Jest to też pierwsza na świecie, próba zorganizowania społeczności Cywilizacji Ziemskiej w kierunku rozwoju Świadomości Międzyplanetarnej.

   Po blisko ćwierć wieku od jej zainicjowania jest możliwe, że będzie uwieńczona w niedługim czasie budową Oficjalnej Ambasady dla przyjęcia Elohim - naszych Stwórców, której koszt szacowany jest na ok. 20 milionów $. Finansowana jest z dobrowolnych składek członków i sympatyków RR z ponad 80 krajów.

   Przekaz Raela - to uproszczony do przyswajalnego poziomu koncentrat najważniejszego, będący, pomimo to, niewyczerpaną kopalnią mądrości, od którego nasze zdeformowane materialistycznie ziemskie umysły z przyjemnością startują do Nieskończoności Wielkiej w Czasie i Przestrzeni, Nieskończoności Małej, i wielu innych gałęzi "Drzewa Międzyplanetarnej Mądrości".

   Przybliżając nas o kolejny krok do prawdy, proponuje on równocześnie we wszystkich aspektach życia inną, nie zagrażającą samej ludzkości, coraz bardziej humanitarną organizację społeczeństwa ziemskiego. I to jest cenne.

   Jest to też ogromna praca do wykonania, aby coraz wyższy odsetek ludzkości zechciał tę raeliańską prawdę poznać, uznać za swoją, stosować się do niej i propagować ją. Przy tym, droga raeliańska nie jest jedyną. Każda droga w podobnym kierunku jest dobra. Wreszcie, czyż nie jest pięknym, dobrowolnie przyczynić się do powstania czegoś tak abstrakcyjnego dla typowej ziemskiej mentalności jak: Ziemska, Oficjalna Ambasada dla przyjęcia Elohim - naszych Stwórców, skoro nas o to proszą? Tymbardziej, że reguły przedsięwzięcia są zupełnie klarowne.

   A Ambasadę - to tak naprawdę, zaledwie w niewielkiej części będzie stanowił sam budynek, a w nieporównanie większej:

 - Przebudzenie i Otwarcie Umysłów Ludzkich oraz

 - Międzyplanetarna Świadomość Cywilizacji Ziemskiej,

czego ta Ambasada, jako budynek, będzie jedynie skromnym symbolem.

   Właśnie o te, międzyplanetarne wartości jest już znacznie trudniej, niż o samo wykonanie budowli i zebranie na nią środków.

   A Elohim, (z Plejad) troszczący się od początku dziejów o naszą Cywilizację, odwiedzając Ziemię i tak obywają się bez niej.

   Więc, IM też nie chodzi tylko o sam budynek.

   A jeżeli jeszcze przy tej doniosłej okazji (jako efekt całkiem uboczny) poruszy się serca i umysły ludzkie, i odnowi wśród międzynarodowej społeczności potrzebę kierowania się w życiu na Ziemi moralnymi, zdrowymi i ludzkimi zasadami - to stysfakcja jest zwielokrotniona. I chciałoby się, aby w tym szlachetnym, sympatycznym, symbolicznym i zupełnie nieszkodliwym zrywie, wyszedłszy ze swych szkodliwych "grajdołków", z pożytkiem dla siebie, wzięli udział wszyscy mieszkańcy Planety Ziemia! Szczyt marzeń? (NOLs)

*

Uwaga!



Tylko na wesoło!



Niezapomniana przygoda!



Niezbędne wsparcie telepatyczne!



Zaangażowanie jest wyłącznie dobrowolne!



Ta możliwość  istnieje tylko raz na dwa tysiące lat!



Takiej   przyjemności - nikt   nie   powinien   sobie  odmówić!



Wszyscy przygotowujemy Oficjalną Ambasadę dla przyjęcia Elohim!

( N o l s )

*

Złoty Wiek

  "Podnosząc poziom świadomości jednostek, podnosimy poziom świadomości ludzkości i zwiększamy jej szansę wkroczenia w Złoty Wiek.

   Ta ostateczna próba dla ludzkości, czyli wybór między samozagładą a wkroczeniem w Złoty Wiek, jest ostatnią okazją dla Szatana, by udowodnić, że ludzie są źli z natury.

   Jeżeli ludzkość przejdzie tę próbę i dokona ogólnoplanetarnego rozbrojenia, ustanawiając cywilizację pokoju, udowodni tym, że godna jest otrzymać nasze naukowe dziedzictwo.

   "Bestia" opisana dalej, to po prostu użycie energii nuklearnej do celów zbrodniczych.

   "Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć."   (Apokalipsa XIII-18)

    Sześćset sześćdziesiąt sześć, to liczba pokoleń ludzi od momentu stworzenia pierwszego człowieka w laboratoriach, ponieważ pierwsi ludzie zostali stworzeni około trzynastu tysięcy lat temu.

   Jeżeli pomnożymy okres jednego pokolenia, który wynosi mniej więcej dwadzieścia lat przez sześćset sześćdziesiąt sześć, otrzymamy trzynaście tysięcy trzysta dwadzieścia lat.

   Pokolenie, które narodziło się na początku ery Apokalipsy, w 1945 roku chrześcijańskim, było sześćset sześćdziesiątym szóstym pokoleniem od stworzenia w laboratorium pierwszego człowieka przez Elohim.

     Pokolenie to zbiegło się w czasie z pierwszym zbrodniczym użyciem energii nuklearnej 6 sierpnia 1945 roku w Hiroszimie".

   (Rael "Powitajmy naszych Ojców z kosmosu")

*

Związek Światów

   Związek jest ugrupowaniem cielesnych i niecielesnych [duchowych] istot pochodzących z wielu sfer, które stowarzyszyły się dla licznych celów. Niektórzy nazywają go konfederacją lub federacją. Związek nie posiada żadnej zhierarchizowanej struktury czy władz. Jego główne cele w stosunku do Ziemi to: (1) subtelne działania na rzecz zwiększenia samoświadomości ludzkości i zapewnienia jej pozycji w Związku oraz (2) zapobieganie eksplozjom nuklearnym na Ziemi, które, w ilości krytycznej, mogą spowodować pęknięcie tkaniny czasoprzestrzeni i wpłynąć na najbliższą okolicę galaktyki. Pod żadnym pozorem nie mają najmniejszego zamiaru nikogo z Ziemi ewakuować. Zdają sobie sprawę, iż przyjęcie odpowiedzialności za siebie jest dla ludzkości niezbywalną koniecznością.   (Lyssa Royal, Keith Priest "Gwiezdne dziedzictwo")

*

Zysk

  "Wasz Świat został sparaliżowany przez zysk". (Rael)

   W jednym z katolickich krajów Europy, jeden z kandydatów w wyborach na prezydenta, "biznesmen", zapytany co, jako przyszły prezydent, uczyniłby dla poprawy krajowej gospodarki odrzekł: "należałoby podjąć opłacalną produkcję broni, jedna zainwestowana złotówka przynosi 50 groszy zysku."

    Proszę pana, około jednoprocentowe poparcie jakie pan uzyskał, słusznie kwalifikuje pana do udziału w innych wyborach: na prezydenta zabitych, bo na prezydenta żywych i zdrowych, niestety, pan się nie nadaje.

   Gdyby pana zapytano, dla kogo ta broń, z pewnością wskazałby pan innego, niekrajowego, nabywcę.

   Problem w tym, że "tamci" też tak myślą. Na nieszczęście miewają więcej fartu do udziału w zyskach z przygotowań do zabijania, niż pan.

   Ponadto, już później, po użyciu broni pańskiej produkcji, ten zysk z każdej zainwestowanej złotówki jest o wiele, wiele wyższy, proszę tylko ruszyć wyobraźnią "biznesmena":

 -sprzedaż placów na cmentarzach

 -sprzedaż trumien

 -sprzedaż krzyży z tabliczkami

 -sprzedaż wieńców

 -sprzedaż nagrobków

 -sprzedaż odzieży pogrzebowej dla nieboszczyków

 -sprzedaż odzieży pogrzebowej dla członków rodzin

 -grawerowanie złotych liter na nagrobkach

 -przechowywanie zwłok w specjalnych lodówkach

 -sprzedaż specjalnych lodówek

 -przewóz zwłok karawanem

 -wynajem taksówek podwożących na cmentarze

 -odprawianie mszy świętych

 -wynajem lokali na konsolacje

 -usługi medyczne dla rannych

 -zabiegi rehabilitacyjne dla kalek

 -sprzedaż sprzętu rehabilitacyjnego

 -porady psychiatryczne dla osób, które nie pogodziły się ze śmiercią swoich bliskich.

   Jak więc pan widzi, cała, ogromna gałąź przemysłu.

   Krociowe zyski dla "biznesmena". To wszystko z naprodukowania pańskiej broni najpierw do magazynu, a później z zabijania. Z zabijania innym ludziom ich bliskich. Ale efekty może pan jeszcze zwielokrotnić - stosując atomową broń masowej zagłady! Nie, oczywiście, nie tu, w pana kraju. Ale gdzieś tam, za granicą. Daleko, za górami, za lasami... Stąd nie widać... jak się wzajemnie mordują... pańską bronią...

   A może przeliczyłby pan, ile zysku przyniesie zwykłym, szarym ludziom każda złotówka zainwestowana w Światowy Pokój? Szkoda na to pieniędzy?

   Po dokonaniu tych obliczeń, porazi to pana do tego stopnia, że o potrzebie powyższej porady medycznej dla pana - nie wspomnę.

   Lepiej niech pan złoży stosowną wizytę już teraz. (NOLs)

  "Zawsze, kiedy wydaje ci się, że będzie lepiej, to znaczy, że coś przeoczyłeś"   

   (SynTalk)